Uwaga na pisma Vassuli!

Na wstępie pragniemy zaznaczyć, że nie czujemy się uprawnieni do osądzania jakiegokolwiek prawdziwego czy fałszywego wizjonera, ani nawet „bawić” się w ogłaszanie o prawdziwości czy fałszywości przeróżnych proroctw. Jednak nie można przemilczeć wyrywkowo pewnych sformułowań, myśli, przesłań płynących z dzieł popularnie cenionych proroków. 

Vassula Ryden. Bardzo żałuję, że kiedykolwiek zajrzałem do jej dzieł (nie jest to osąd, tylko prywatne, subiektywne odczucie, do którego chyba mam prawo i chyba mogę się podzielić?). Jednak może być to dla kogoś pożyteczne. Otóż to, co najbardziej do dziś (ostatnim razem czytałem jej dzieła dobre 4 lata temu) wyrzuca mi pamięć, to rozpacz. Otóż bardzo mgliście w rozważanych tu dziełach przewija się myśl o trudnym czasie, który czeka ludzkość. Nie wiadomo co to za trudny czas, wszystko tu jest niejasne, wielu czytających odnosi wrażenie, że dotyczy to przygotowania do Powtórnego Przyjścia Chrystusa. Jednak w rozważanych księgach nie ma tego wprost na ten temat. Tyle, że coś zmierza do swojego końca, poprzez szereg cierpień, trudnych wydarzeń, po części zagłady ludzkości. Ale rozpacz nie wynika z przewidywania trudnych czasów. Otóż w pismach Vassuli przejawia się jak refren rozpaczstwierdzenie w rodzaju „potem już będzie za późno na nawrócenie”. Jest to bardzo niepokojące i może być zgubą dla wielu. Teraz, za krótki czas, ale potem już nie. W tym „potem” nie chodzi o rzeczywistość po śmierci, czy paruzji, bo wtedy rzeczywiście już będzie za późno, ale chodzi o wydarzenia trudne, poprzedzające Powtórne Przyjście Chrystusa. A przecież Pan Jezus będzie do samego końca, do Ostatniego Dnia walczył o przygarnięcie jak największej liczby zbawionych! Właśnie po to z postanowienia lub dopustu Bożego dotkną ludzkość wielkie cierpienia przepowiedziane w Księdze Apokalipsy – właśnie po to, by dać każdemu z nas czas i możliwość nawrócenia. Gdyby Bogu zależało na śmierci występnego to bez ceregieli mógłby już zakończyć istnienie tego świata. Jednak nie czyni tego, bo pragnie jeszcze wszystkie swoje dzieci uratować przed piekłem. W pismach Vassuli przeciwnie – „wybrańcy” (jak w sektach) mają się już teraz dobrze ustawić, bo potem, no właśnie, bo potem będzie już ciężko, za późno…. Pobożne życzenie, by już teraz być gotowym na przyjście Pana ma także sam Bóg. Ale realia są realiami i zdecydowana większość ludzkości wcale nie kwapi się z nawróceniem. I co z nimi? Już po nich? Zakwalifikowani do piekła??? Według pism Vassuli: owszem,tak. 

Ktoś powie, że co komu szkodzi taka „rozpaczliwa” pisanina? Teraz może nie. Ale gdy przyjdą (bo przyjdą) trudne godziny, to wspomnienie czytelników pism naszej bohaterki może kusić rozpaczą. Przecież to takie ludzkie – wszystko się wali, więc tylko się powiesić, wszak Vassula pisała, że i tak jest za późno!

Nie!!! Trzeba mieć zawsze nadzieję, nawet Ostatniego Dnia będziemy jeszcze mieli szansę na nawrócenie (oczywiście nie warto nadużywać cierpliwości i Dobroci Bożej, tak naprawdę nikt z nas nie wie, ile mu pozostało czasu). Nie zaprzepaszczajmy jej! 

A zobaczcie ile jest TUTAJ nadziei!

Reklamy

szerzą się herezje, oj szerzą się…

piorunWiecie, jak się rozsiewają herezje w Kościele? Niektórzy może pomyślą, że herezja dotyczy tylko Lutra czy Kalwina. Niestety nie. Bo każdy, kto próbuje „po swojemu” tłumaczyć Słowo Boże, próbuje je dostosowywać do swoich potrzeb/zachcianek…jest na drodze popadnięcia w herezję… Niestety na kazaniach bardzo często można usłyszeć taką taktykę: „co prawda w Ewangelii jest, że (i tu cytat z Ewangelii), alePan Jezus miał co innego na myśli mówiąc to/na innym miejscu czytamy co innego/w jakimś innym tłumaczeniu oznacza to coś innego itp. itd. Czyż nie słyszymy takich kazań (czy rozmów wśród katolików) często? Takie słowa wydają się nie groźne, a może nawet dla niektórych mądre, inteligentne, a tymczasem są próbą kuszenia nas do bardzo sprytnego przekręcania Słowa Bożego. Przypomina mi się św. Franciszek z Asyżu, który żył i uczył innych żyć (w tym także duchowieństwo) żywą, prostą Ewangelią. Zdaje się, że swoim  życiem i postępowaniem mówił: skoro w Ewangelii jest powiedziane o ubóstwie (aby nie troszczyć się zbytnio o to, co mamy jeść i pić, w co się przyodziewać), to znaczy że to jest prawda i tak należy żyć! Przecież to takie proste i jasne! To był oczywiście tylko jeden z przykładów. Mam nadzieję, że zrozumiała jest moja myśl.

A herezje prowadzą do apostazji w Kościele, która to była zapowiedziana już 2 tysiące lat temu w księdze Apokalipsy. Zaś odkrycie tych tajemnic ks. Apokalipsy jest zawarte w Księdze Prawdy. „(…) Ludzie poznali nauczanie mojego Syna, kiedy On chodził po Ziemi. Oni po prostu szczegółowo wyjaśniali to Słowo, ale nigdy nie odeszli od Prawdy. Dzisiaj człowiek jest wciąż taki sam, jaki był, kiedy mój Syn przyszedł po raz pierwszy. Człowiek nadal jest słaby, łatwo się chwieje i w obecnych czasach pozostaje takim grzesznikiem, jakim był wtedy. Jeżeli jakikolwiek prorok czy człowiek, który twierdzi, że przemawia w Imię Boga, oświadcza, że Słowo musi być dostosowane do współczesnych potrzeb człowieka, musicie się mieć na baczności. Jeśli mówią wam, że Słowo naprawdę znaczy coś zupełnie innego, to tego nie przyjmujcie.Ludzie, w tym ci, którzy służą Bogu, nie mają prawa fałszowania Prawdy.

Kiedy człowiek twierdzi, że jest natchniony przez Boga, a potem zmienia Słowo, aby odpowiadało świeckiemu światu, nie wolno wam mu ufać. Bóg nigdy nie pozwoliłby, aby Jego Słowo zostało zmienione lub błędnie interpretowane zgodnie z tym, co odpowiada człowiekowi.(…)” 

04.05.2014, 16:23 – MATKA ZBAWIENIA: BÓG NIGDY NIE POZWOLIŁBY, ABY JEGO SŁOWO ZOSTAŁO ZMIENIONE LUB BŁĘDNIE INTERPRETOWANE ZGODNIE Z TYM, CO ODPOWIADA CZŁOWIEKOWI

Czy konieczne jest umartwianie ciała???

Współcześni chrześcijanie uważają post jako jakiś stary mit, lub jakiś symbol… Bo kto z Was czytających podejmuje się pościć? (nie odmawiać sobie słodyczy, ale pościć, czyli np. zjeść jeden posiłek do syta, a potem dojadać o chlebie i wodzie lub w ogóle o chlebie i wodzie?). W kościele tak rzadko słyszy się o poście, o konieczności umartwiania ciała… Prawie każdy „normalny” człowiek powie, że nie można pościć, bo to niezdrowe, bo będą złe wyniki badań, bo będę osłabiony itp… I czy nie widzimy, że patrzymy tylko na nasze ciało, na jego potrzeby i tylko nim się przejmujemy? O, chrześcijanie, obudźcie się i uwierzcie w to wreszcie, że macie duszę nieśmiertelną!!! Ona właśnie odróżnia nas od zwierząt. Ona będzie żyła wiecznie, czyli bez końca… A ciało…? „Prochem jesteś i w proch się obrócisz”. Życie jest snem w porównaniu do wieczności, sekundą o której po śmierci od razu zapomnimy.

A Pan Bóg uczy nas o zbawiennej roli postu dla naszej duszy. On Sam daje nam sposoby, którymi możemy dojść do nieba. Ostatnio to do mnie tak jakoś mocniej dotarło, że to jest przedziwny sposób, że właśnie przez umartwienie ciała Pan Bóg oczyszcza i wzmacnia duszę! Coś niebywałego! Zobaczcie, że Wielki Post nazywa się właśnie Wielkim Postem, a przecież mógłby się nazywać Wielką Modlitwą, albo Wielką Jałmużną, albo jeszcze inaczej. Choć wiadomo, że te trzy uczynki pokutne (post, modlitwa, jałmużna) są ze sobą powiązane i powinny istnieć wszystkie trzy razem.

Także nie bójmy się postu, bo Pan Bóg wie, co mówi, nie bądźmy od Niego mądrzejsi! A gdy zaczniecie pościć, to sami poczujecie, że Wasze ciało też jest o dziwo zdrowsze i silniejsze!

I żeby nie być gołosłownym, trochę cytatów:

Ty przyjmujesz nasze wyrzeczenia * jako ofiarę ku czci Twojej chwale, * bo one poskramiają naszą pychę * i otwierają nasze serca na potrzeby biednych. (3. prefacja wielkopostna)

Ty przez post cielesny uśmierzasz wady, * podnosisz ducha, udzielasz cnoty i nagrody, * przez naszego Pana Jezusa Chrystusa. (4. prefacja wielkopostna)

O konieczności umartwiania ciała (Fragment kazania, św. Jan Maria Vianney)

Dlaczego niekontrolowanie się przy piciu i jedzeniu prowadzi do złego? Otóż dlatego, że ciało pożąda przeciw duchowi, dąży do jego zguby. Koniecznie zatem trzeba je umartwiać – inaczej prędzej czy później wtrąci ono duszę do piekła.

Osoba, której zależy na zbawieniu duszy, każdego dnia umartwia się – choćby w małej rzeczy, jak w pokarmie, napoju czy w odpoczynku. (…) Jeśli więc, bracia drodzy, chcecie zachowywać czystość duszy, to koniecznie musicie odmawiać czegoś swojemu ciału – inaczej poprowadzi was ono na potępienie.

Zobaczcie jak ostro mówi św. Vianney! Tu nie ma żartów! Więc wybierajmy – albo żyjmy sobie jak „zdrowe” zwierzę, albo wspinajmy się jak święci do nieba! Każdy sam wybiera…

Ogłoszenia duszpasterskie: 1. Pamiętaj, że umrzesz!

Takie ogłoszenie jak w tytule przydałoby się co niedzielę, gdyż współcześni chrześcijanie żyją w większości tak, jakby wieczności nie było. Myślą o tym świecie i żyją dla tego świata. Jak obca wydaje się teraz nauka świętych, Magisterium Kościoła, Ewangelii… Młodym nie przyjdzie na myśl, że życie jest krótkie bo są zdrowi, pełni sił. Ci w średnim wieku – zapracowani, zalatani. Ci na emeryturze odpoczywają przed…wiecznym odpoczynkiem (lub wiecznym piekłem…)!!! Tak właśnie działa szatan – znajduje na każdego sposób, aby go „uśpić”, aby tylko nie zaczął trzeźwo myśleć, że przecież życie jest bardzo krótkie (a nie wiadomo kiedy mi przyjdzie stanąć na sądzie Bożym, może jutro??), że może trzeba się nawrócić bo może być potem za późno. Widzieliśmy kiedyś taki pouczający plakat z hasłem: „Brak czasu dla Boga”. Podzielony na sześć wymownych rysunków: „Za-młody”, „Za-kochany”, „Za-troskany”, „Za-pracowany”, „Za-stary”. I ostatni z napisem: „Za-późno” z obrazkiem trumny.

memento-moriSzczególnie okres Wielkiego Postu powinien być czasem szczególnej pamięci o śmierci i troską o zbawienie duszy. Kiedyś w niektórych klasztorach wystawiano nawet czaszkę, żeby cały czas mieć w pamięci, że jesteśmy prochem i że tylko dusza jest nieśmiertelna.

Ty nam dajesz czas łaski i zbawienia, * abyśmy oczyścili serca od nieuporządkowanych przywiązań * i wśród spraw doczesnych * troszczyli się przede wszystkim o wieczne zbawienie. (2. prefacja wielkopostna)

A współcześnie na kazaniach tak mało słyszy się o trosce o wieczne zbawienie… Posłuchajmy więc fragmentów kazań św. Jana Vianeya:

vianneyśw. Jan Maria Vianney: Kiedy dziś wieczorem będziecie się kładli spać, wyobraźcie sobie, że leżycie w trumnie, z rękami złożonymi na krzyż, z oczyma zamkniętymi na wieki, przykryci śmiertelnym całunem. A potem powiedzcie sobie: czego bym pragnął w takiej chwili? Moja dusza zabrudzona jest tyloma grzechami, za które nie otrzymałem jeszcze przebaczenia. Czy tak chciałbym stanąć na sądzie Bożym? Czy w godzinie śmierci będę miał przy sobie spowiednika? Przecież gdybym umarł nagle, poszedłbym do piekła. Nie będę więc zwlekał, ale natychmiast zmienię swoje życie, żeby odzyskać utraconą przyjaźń Boga i prawo do nieba.

(Kazanie o spowiedzi [fragm.], św. Jan Maria Vianney)

Z innego kazania tego samego świętego kapłana: „Cztery rzeczy stanowią szczęście dobrego chrześcijanina: krótkość życia, myśl o śmierci, sądzie i wieczności.  — Te same jednak prawdy przerażają bezbożnego, który zajmuje się tylko światem i jego sprawami.

(…) Dla złych przeciwnie, myśl, że życie jest krótkie, bywa niemałym zmartwieniem i przykrym robakiem wśród doczesnego używania.

Po wtóre wspomnienie śmierci bardzo go przeraża.  — Używa więc na obronę różnych środków i lekarstw, kiedy zbliża się śmierć.

Ciągle mu się zdaje, że może znaleźć szczęście na tym padole płaczu.

Niestety, bardzo się myli!  — Będzie kiedyś musiał sam wyznać, że na próżno gonił za szczęściem, które przed nim szybko uciekało.

Z dala od Boga są tylko trudy, cierpienia bez pociechy i nagrody.

Będzie musiał zawołać w godzinie śmierci, jak wołał jeden z królów, o którym czytamy w Piśmie Świętym Starego Zakonu:  — Biada mi, muszę umierać i porzucić me posiadłości, wspaniałe mieszkanie i ogrody, a iść do ziemi zupełnie nieznanej.

Śmierć, która napełnia pociechą sprawiedliwego, jest przyczyną rozpaczy dla bezbożnego.  — Musi bowiem rozstać się z życiem, o czym nigdy nie myślał.

Sąd, na którym zda rachunek z długiego łańcucha grzechów, napełni przewrotnego strasznym smutkiem i trwogą, bo wcale nie widzi u siebie dobrych uczynków.

W godzinie śmierci poznaje jasno, że celem jego życia była służba Boża i zbawienie duszy. —  Tymczasem on znieważał miłosiernego Boga i gubił swą piękną duszę.

Wspomnienie wieczności napełnia grzesznika straszną rozpaczą, bo w godzinie śmierci będzie wtrącony do piekła.

Ach, złowroga myśli, że trzeba będzie rozpocząć życie w piekle, które się nigdy nie skończy.  — Zobaczy tam nieszczęśliwego Kaina, który pali się od początku świata, a z jego wieczności dotąd nic nie ubyło.

Zły duch stawi mu przed oczy wszystkie zmarnowane łaski, wysłużone męką i śmiercią Jezusa Chrystusa. 

Pozna wówczas, że byłby i na ziemi daleko szczęśliwszym, gdyby pracował dla zbawienia duszy.

Pozna zarazem, jak dobry i słodki jest Jezus Chrystus dla tych, którzy Go miłują.

Grzesznik będzie musiał pić z kielicha gniewu obrażonego Boga, który miał być przedmiotem jego szczęścia.”

Szkoła nowoczesnej modlitwy

Doszło już do tego, że np. we wspólnotach katolickich uczy się bardzo dziwnych, nowoczesnych sposobów modlitwy. Np. znajdź taką pozycję, żeby ci było wygodnie, żeby kolana nie bolały itp. Totalne skupienie na sobie, żeby mi było dobrze (czyli mojemu ciału, a nie duszy!), wygodnie (można nawet na fotelu – spoko). A nie myśli się o tym, jak okazać swoją miłość i szacunek względem Boga z którym przecież rozmawiam??? Czy ziemskiemu królowi, czy władcy nie okazuje się szacunku?? A Króla Królów jak traktujemy??? Kościół od początku pokazywał i uczył, że najbardziej naturalną i podstawową pozycją na modlitwie jest klęczenie. A w naszych czasach tak się ludzie boją tej niewygody – po prostu ujawnia się hedonizm!

Katecheza Ojca Świętego Benedykta XVI wygłoszona podczas audiencji ogólnej w Rzymie 27 czerwca 2012 r. „Przyklęknięcie przed Najświętszym Sakramentem czy klękanie do modlitwy wyrażają naszą osobistą postawę adoracji wobec Boga, także naszym ciałem. Dlatego tak ważne jest wykonywanie tego gestu nie z przyzwyczajenia i w pośpiechu, ale z głęboką świadomością. Kiedy klękamy na kolana przed Panem, wyznajemy naszą wiarę w Niego, uznajemy, że On jest jedynym Panem naszego życia.”  

W Piśmie św. jest b. dużo przykładów pozycji klęczącej, np.:

„Piotr upadł na kolana i modlił się. Potem zwrócił się do ciała i rzekł: Tabito wstań”. (Dz 9, 40)

„Po tych słowach [Paweł] upadł na kolana i modlił się razem ze wszystkimi”. (Dz 20, 36)

„Po upływie tych dni wybraliśmy się w drogę, a wszyscy z żonami i dziećmi odprowadzili nas za miasto. Na wybrzeżu padliśmy na kolana i modliliśmy się”. (Dz 21, 5)

„Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem, od którego bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi…”. (Ef 3, 14-21)

„Przyszedł do Jezusa trędowaty i upadając na kolana prosił Go: Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. (Mk 1, 40)

usprawiedliwiona okolicznościami postawa dla modlitwy:

„Okoliczności pozwalają w godziwy sposób modlić się bądź to na siedząco, gdy ktoś cierpi na niebłahą dolegliwość, bądź też na leżąco, ze względu na gorączkę lub inne podobne choroby. Z tej samej przyczyny, jeśli na przykład płyniemy okrętem (…), możemy się modlić nie okazując na zewnątrz, że to czynimy”. (Orygenes, O modlitwie, 31, 2)

    kawac582

Teraz czyta się jak bajki życiorysy świętych, w których można poczytać o pokutach, jakie sobie specjalnie narzucali na modlitwie. Np. bł. Aniela Salawa klęczała b. długo na zimnej posadzce, bez podparcia – nie porzuciła swej praktyki nawet wtedy, gdy omdlewała. Generalnie to chodzi o to, że to duch ma panować nad ciałem i nim rządzić a nie na odwrót! A jeśli chcemy na odwrót to żyjmy jak wygodne zwierzątka… Tyle, że zwierzątka wiele razy wykazały, że rozpoznają swojego Stwórcę i okazują Mu szacunek! Np. cud klęczącego osła (z życia św. Antoniego)

cieszmy się życiem!

Wizja św. s. Faustyny:

W pewnym dniu ujrzałam dwie drogi: jedna szeroka, wysypana piaskiem i kwiatami, pełna radości i muzyki i różnych przyjemności. Ludzie idąc tą drogą tańcząc i bawiąc się dochodzili do końca, nie spostrzegają się, że już koniec. A na końcu tej drogi była straszna przepaść, czyli otchłań piekielna. Dusze te na oślep wpadały w tę przepaść, jak szły, tak i wpadały. A była ich wielka liczba, że nie można było ich zliczyć. I widziałam drugą drogę, a raczej ścieżkę, bo była wąska i zasłana cierniami i kamieniami, a ludzie, którzy nią szli ze łzami w oczach i różne boleści były ich udziałem. Jedni padali na te kamienie, ale zaraz powstawali i szli dalej. A w końcu drogi był wspaniały ogród przepełniony wszelkim rodzajem szczęścia i wchodziły tam te wszystkie dusze. Zaraz w pierwszym momencie zapominały o swych cierpieniach. (Dz 153)

Wizja ta jest ilustracją znanego zdania z Ewangelii o ciasnej i wąskiej drodze prowadzącej do życia wiecznego. I św. Faustyna nie jest pierwszą (a może i nie ostatnią), która otrzymała wizję podobnej treści. Zawsze mnie dziwiło, dlaczego Pan Jezus powtórzył kilkakrotnie ten temat u mistyków – przecież Ewangelia stawia sprawę bardzo jasno. Nikt w Kościele też raczej nie podważał tej oczywistości, że życie na tej ziemi jest pielgrzymką, etapem pośrednim, a celem jest niebo. Do tej pory podważali głównie tę prawdę np. komuniści. W ideologiach marksistowsko podobnych religia była traktowana jako opium dla ludu. Lud pracujący nie miał być pobożny i dobry i marzyć o przyszłości czyli o niebie, ale miał żyć i pracować i cieszyć się życiem tu i teraz i dla tego świata. 

A teraz założę się, że większość czytających zbaraniała. Jak to? Przecież tak się teraz w kościołach naucza – że mamy żyć tu i teraz (dla szczęścia na tym świecie). I ostatnio (dlatego powstał ten artykuł) jeden kaznodzieja ogłosił, że nie wolno nam myśleć o przyszłości wiecznej, ale mamy się cieszyć(sic!) tu i teraz. Teraz się bawmy, teraz jest adwent i tak ma być – bo chrześcijaństwo jest teraz i teraz ma być fajnie.

Straszna herezja pokazująca, że wiara w Kościele niemal całkowicie zanika. „Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi gdy przyjdzie?” Wszystko wskazuje na to, że ta bolesna zapowiedź dotycząca czasów ostatecznych właśnie się wypełnia na naszych oczach. Czyżby to oznaczało, że naprawdę powtórne przyjście Pana w chwale jest bliskie, a nie jest to tylko adwentowy slogan?!!!

zuchwałość

Katechizm Kościoła Katolickiego: „Miłosierdzie Boże nie zna granic, lecz ten, kto świadomie odrzuca przyjęcie ze skruchą miłosierdzia Bożego, odrzuca przebaczenie swoich grzechów i zbawienie darowane przez Ducha Świętego. Taka zatwardziałość może prowadzić do ostatecznego braku pokuty i do wiecznej zguby” (KKK 1864).

hell1Powyższy fragment z Katechizmu odnosi się głównie do grzechu przeciw Duchowi Świętemu, który jest w swojej istocie niewybaczalny. Zdanie to jest także pełne treści odnośnie Miłosierdzia Bożego. Przyjrzyjmy się: „Miłosierdzie Boże nie zna granic, lecz (…)”  Specjalnie urywam na słowie „lecz”. To „lecz” współcześnie zostało zniszczone. Mówi się na wszystkich szczeblach hierarchii kościelnej o bezwarunkowości Miłosierdzia Bożego. Bez żadnego „ale” czy „lecz”! W ten sposób prowadzi się wiernych do popełnienia grzechu zuchwałości, który w swojej istocie jest formą grzechu przeciwko Duchowi Świętemu. Zuchwałość, to taka niczym nie usprawiedliwiona pewność wynikająca głównie z pychy, że tak czy siak wszystko będzie darowane, każdy grzech, a w konsekwencji piekła nie ma… bo Bóg jest miłosierny…. Przyjrzyjmy się jeszcze cytowanemu fragmentowi z Katechizmu. Jakże najeżony jest warunkami. Oprócz „lecz” jest tu „skrucha”, mamy też „zatwardziałość”, „brak pokuty” i na koniec „wieczna zguba”. Dziś głosi się dokładnie na odwrót – czyli wprost herezję i to jedną z najgorszych. Herezja ta prowadzi bowiem w sposób bezpośredni do zabijania dusz nieśmiertelnych czyli do wiecznej zguby – „śmierci drugiej” wg Apokalipsy. Zakłada bowiem, że można swobodnie i lajtowo żyć (czyli grzeszyć) bez żadnych konsekwencji, bo w końcu Bóg i tak wybaczy. I przy okazji pojawiła się jeszcze jedna zbrodnicza herezja, że ponoć Bóg, skoro jest Miłością (to prawda), to działa tylko jako Miłość…. Nie, Miłość nie jest jedynym – choć najważniejszym – przymiotem Boga. Jest jeszcze sprawiedliwość. „Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze„. Jest to główna prawda wiary katolickiej, po prostu coś fundamentalnego. Niestety, ten fundament jest teraz straszliwie wstrząsany, niszczony. Próbuje się zbudować na gruncie katolicyzmu chyba nową religię. Bo jeśli zabraknie fundamentów, to wiara katolicka będzie tylko ozdobną pokrywką do nowej, zgniłej budowli.

„Dziś ze mną będziesz w raju”. Czy te słowa Pan Jezus skierował tylko do dobrego łotra czy też tego drugiego, który Go przeklinał i nie okazywał skruchy? Odpowiedź wydaje się oczywista, ale dziś wszystko się sypie…. Współcześni „źli łotrzy” (dlatego źli, bo nie chcą uznać konieczności skruchy i pokuty) głoszą, że i tak wejdą do nieba. Być może lucyfer w piekle myśli podobnie…

Święci pełni wad?!


Podobno święci mieli wiele wad. Np.:

  1. izydorZa długo się modlili
  2. Ciągle latali do kościółka
  3. Dużo i długo pościli (w ten sposób łamali 5.przykazanie…) i o zgrozo: pościli często nawet w wielkie święta!
  4. iwo1024x768Marnowali pieniądze i czas dla biednych, podejrzanych typków
  5. Zostawiali swoją rodzinę i przyjaciół na boku
  6. Wielu chodziło w dziurawych skarpetkach
  7. Przesadzali z religijnością (uciekali w religię)
  8. Nie dbali o siebie – żeby odpocząć, coś dobrego zjeść, rozerwać się
  9. jpIIZamiast zarabiać pieniądze zajmowali się „dziwnymi rzeczami”
  10. Jedni uważali ich za pracoholików, a inni za leniuchów i darmozjadów
  11. Niemal wszyscy mieli przykre charaktery – kto mógł, unikał ich towarzystwa (samo ich życie było wyrzutem sumienia dla innych)
  12. Wciąż zaskakiwali i denerwowali innych swoimi szalonymi pomysłami, zachowaniem, nieraz wizjami lub słowami – i gdzie tu miłość bliźniego?
  13. joan_001bŚwięte Kobiety, które nie były zakonnicami ubierały się jak zakonnice… Masakra

No, chyba tyle wystarczy?

PS. Dla zdziwionych podpowiedź: to była jedna wielka i gorzka…IRONIA, ale jakże pasująca do współcześnie chrześcijańskich poglądów…

świętość w zasięgu ręki?

berettaŚwiętych w niebie mamy przenajróżniejszych (od dzieci po starców, od bogatych do biednych, w każdym stanie itd.). Jednak wszystkich łączy jedno: umiłowanie Boga ponad wszystko i wypełnianie Jego Woli. „Wszystkie drogi Pana są piękne, byle tylko prowadziły do takiego celu: zbawić naszą duszę i doprowadzić wiele innych dusz do nieba, aby oddać chwałę Bogu” (św. Joanna Beretta Molla). A nie jest to droga łatwa, przyjemna, prosta, lecz droga…krzyżowa! A piszę to dlatego, ponieważ czasami słyszy się, że ten lub tamten święty to miał takie piękne, przyjemne życie, że wystarczy być po prostu dobrym człowiekiem. I jedną z tych niesłusznie postrzeganych świętych jest św. Joanna Beretta Molla. Niestety niektórzy uważają, że miała takie lajtowe życie (no ewentualnie koniec ciężki- choroba, poświęcenie). Ale poza tym myśli się, że było jej słodko – korzystała z życia, miała szczęśliwą rodzinę, przyjaciół itd. Więc spróbujmy przyjrzeć się dokładniej jej życiu.

Wszyscy wiedzą, że chodziła do kina i teatru (i zasłaniają się tym ci chrześcijanie, którzy chcą usprawiedliwić swoje grzeszne poczynania, bo uczestnictwo w często nieczystych spektaklach jest grzechem!), ale przypatrzmy się, jak była ostrożna i co nią zawsze kierowało (!):

Postanawiam, że aby służyć Bogu, nie chcę więcej pójść do kina, jeśli wpierw nie będę wiedziała, czy film nadaje się do oglądania, czy jest skromny, niegorszący. Postanawiam, że wolę raczej umrzeć, niż popełnić grzech śmiertelny. Chcę wystrzegać się grzechu śmiertelnego jak jadowitego węża i powtarzam raz jeszcze: tysiąc razy wolę umrzeć, niż obrazić Pana Boga. Chcę prosić Pana Boga, aby mi pomógł nie dostać się do piekła, a więc unikać tego wszystkiego, co może zaszkodzić mojej duszy”. To prawda, że umiała cieszyć się darami Bożymi, za wszystko dziękować Bogu. Posłuchajmy, co powiedział jej mąż: „Dałaś mi przykład, że można cieszyć się życiem i przyrodą, muzyką i teatrem, górami i podróżami, miłością i rodziną z umiarkowaniem.”

   Charakteryzowała ją czystość (wewnątrz i na zewnątrz: zobaczmy, jak na każdym zdjęciu jest niezwykle skromnie ubrana), która jest już tak rzadka nawet wśród katolickich żon i matek:  „Właściwym i dozwolonym korzystaniem z przyjemności zmysłowych ma kierować [czystość]. Nasze ciało jest święte. Nasze ciało jest narzędziem połączonym z duszą dla czynienia dobra. Czystość jest cnotą wynikającą z innych cnót, które prowadzą do zachowania czystości. Jak zachowywać czystość? Otoczyć nasze ciało ogrodzeniem poświęcenia. Czystość staje się piękna. Czystość staje się wolnością”.

Poświęcenie, ofiara. Słowa współcześnie tak obce, nie wiadomo co znaczą… A miłość karmi się ofiarą. Wcale nie jest różowo być kochającą, oddaną żoną i matką. Jest to jedno wielkie poświęcenie i umieranie dla siebie każdego dnia, dzień po dniu… :

joanna„Nie wyobrażałam sobie, iż trzeba tak wiele cierpieć, zostając mamą! Czegóż by nie uczynił wówczas człowiek, aby tylko nie widzieć cierpienia dziecka! Miłość i ofiara są tak ściśle związane ze sobą jak słońce i światło. Nie można kochać bez cierpienia i cierpieć bez miłości. Spójrzcie na matki, które naprawdę kochają swoje dzieci. Jakże wiele ponoszą ofiar! Są gotowe do wszystkiego, również do ofiarowania własnej krwi”.

„Życie jest piękne, kiedy poświęcone jest wielkim ideałom. Aby móc osiągnąć ten wielki ideał, potrzeba umieć oddać życie. [Trzeba] pracować, poświęcać się (…) wyłącznie dla chwały Bożej. Zasiewać, rzucać nasze małe ziarno niezmordowanie, a jeśli – mimo naszej najlepszej pracy – doznamy porażki, przyjmijmy ją wielkodusznie: porażka dobrze przyjęta przez apostoła, który wykorzystał wszystkie środki, aby osiągnąć sukces, bardziej przyczynia się do zbawienia niż triumf…”. Jej zawołaniem były słowa: „modlitwa, działanie, ofiara”.

Była oczyszczana przez Pana Boga przez wiele cierpień: m. in. choroba dziecka, częste rozłąki z mężem spowodowane jego wyjazdami służbowymi:

„Piotrze, ja już tam byłam i czy Ty wiesz, co widziałam? Pewnego dnia opowiem Ci o tym. Ale ponieważ byliśmy zbyt szczęśliwi, żyliśmy zbyt dobrze z naszymi cudownymi dziećmi, pełni zdrowia i łaski, ze wszystkimi błogosławieństwami Nieba, zostałam odesłana tu ponownie, na ten padół, aby jeszcze trochę pocierpieć, albowiem nie jest słusznym stanąć przed Panem Jezusem bez wielu cierpień”.

  ” Mój Najdroższy Piotrze!

Św. Joanna Beretta Molla - święta matka. Fot. z arch. K. Zając - opublikowana w Naszym Dzienniku, w numerze 113 (1912), z dnia 15-16 maja 2004 r.

    Jest dopiero godz. 20.30, a my już skończyliśmy kolację. Nasz skarb, po krótkim marudzeniu, zanim znalazł właściwą dla siebie pozycję, zasnął właśnie w tym momencie. Natomiast Ty jesteś, niestety, jeszcze w Mediolanie. Drogi Piotrze, czy to byłoby zbyt piękne, gdybyśmy byli zawsze razem? Kiedy jesteś tu, na miejscu, każda rzecz wydaje się mi być piękniejsza. Także trudy i zmartwienia o Pierluigiego są dzielone z Tobą. Cierpliwości, wszystko ofiarujemy Panu Jezusowi, ażeby dopomógł naszemu skarbowi znieść to pierwsze jego cierpienie i uzdrowił go całkowicie. U Madonny z Guérison obiecałam cały Różaniec w każdy dzień za naszego drogiego aniołka. Cóż by się nie uczyniło, aby tylko nie widzieć go cierpiącym! Dziś jednak zdołał spać ze swym aparatem dobrych parę godzin. Miejmy nadzieję, że będzie dobrze.
Do zobaczenia mój Najdroższy Piotrze i dobranoc.

Twoja Joanna

Zwróćmy uwagę na modlitwę: ofiarowanie całego Różańca za swoje dziecko.

Praca nad sobą: „A teraz, Piotrze, proszę o wielką przysługę. Czy będziesz umiał mi wybaczyć, ile razy znajdziesz mnie w niezbyt dobrym humorze lub w melancholii? Staram się temu przeciwdziałać, ale często nie udaje mi się to.”

I czy nadal uważamy, że miała życie łatwe i przyjemne, że była „nowoczesną kobietą”? Była to prawdziwa droga krzyżowa, w zmęczeniu, pracy, poświęceniu, zaparciu się siebie, wyrzekaniu się swojej woli, marzeń, pragnień… I ukoronowaniem była  najwyższa ofiara ze swojego życia. „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.”

Czy każdy będzie zbawiony?

The_Last_Judgement._Jean_Cousin.Pierwsze z wezwań z Modlitwy Powszechnej przeczytanej 26.08.2015 brzmiało: „Módlmy się za Kościół święty, aby nieustannie głosił światu Ewangelię o zbawieniu każdego człowieka.” Na pierwszy rzut oka wydaje się wszystko ok, lecz gdyby zanalizować bliżej to wezwanie to zawiera w sobie herezję. Przez niedoprecyzowanie myśli, można niechcący walnąć herezję lub w gorszym przypadku zrobić tak niestety z przebiegłością i z premedytacją. Dlatego nauka Kościoła zawsze była tak precyzyjna, każde słowo wyważone. Wróćmy do wezwania. To prawda, że Pan Bóg odkupił każdego człowieka, ale od jego wolnej woli zależy, czy skorzysta z tego odkupienia, czy wykorzysta tą szansę. Aż prosi się doprecyzowanie – np. żeby Kościół głosił Ewangelię o szansie odkupienia, jaką przynosi każdemu człowiekowi Chrystus. W przeciwnym razie słyszący takie wezwanie ma wrażenie, że każdy jest zbawiony i kropka. To czy w takim razie istnieje piekło?… Skoro „każdy jest zbawiony” to czemu istnieje sąd po śmierci, czemu spodziewamy się Sądu Ostatecznego i oddzielenia złych od dobrych??? Wszak Ewangelia wyraźnie mówi o sądzie i o oddzieleniu dobrych i złych i o ogniu wiecznym. Dużo dodaje także księga Apokalipsy, ale i całe Pismo św, o tym mówi. Nie wspomnę już o katechizmowych głównych prawdach wiary, czy po prostu o Nauce Kościoła.

A może tak w końcu jakaś komisja Episkopatu, czy ktoś wysoki rangą w Kościele polskim dobierze się do skóry tego „genialnego” twórcy wezwań do Modlitwy Wiernych i komentarzy do Mszy świętych?! Przecież to aż wstyd!!!!