Sodoma i Gomora nie zostały zniszczone? Podczas ŚDM włoski biskup „pisał Biblię na nowo”

Wśród katolickich komentatorów narasta krytyka włoskiego biskupa Nunzio Galantino. Podczas Światowych Dni Młodzieży miał on dokonać reinterpretacji historii o Sodomie i Gomorze. Postawił nacisk na dążenie Abrahama do ocalenia miasta. To jednak – wskazują komentatorzy – nic innego jak poprawianie Biblii i mieszanie w głowach młodym ludziom. Chodzi o wytworzenie kłócącego się z elementarną wiedzą przekonania, jakoby miasto ostatecznie… nie zostało zniszczone.

Włoski biskup Nunzio Galantino w swoim kazaniu podczas krakowskich Światowych Dni Młodzieży położył nacisk na pozytywne aspekty historii Sodomy i Gomory. Podkreślił dążenia Abrahama do znalezienia „znaków nadziei” pomimo grzechów mieszkańców miast kananejskich. Biskup skoncentrował się na negocjacjach patriarchy z Panem Bogiem. Stwórca zgodził się nie niszczyć miasta, o ile znajdzie się w nim minimum dziesięciu sprawiedliwych.

– Jego modlitwa wstawiennicza i śmiałość ocala Sodomę – powiedział biskup Nunzio Galantino cytowany przez theamericanconservative.com. – Miasto zostaje ocalone, ponieważ znajduje się w nim przynajmniej garstka sprawiedliwych. Jest zachowane przede wszystkim dlatego, że Abraham, człowiek modlitwy nie jest bezwzględnym oskarżycielem (…). Abraham, człowiek modlitwy, to nieustający poszukiwacz znaków nadziei (…) – mówił hierarcha.

Wspomniana wizja, ma jednak jedną wadę… kłóci się z faktami. Wprawdzie Bóg przystał na abrahamową prośbę oszczędzenia miasta, jeśli będzie w nim dziesięciu sprawiedliwych, jednak z rozdziału 19. Księgi Rodzaju wynika, że nie znalazło się ich tam nawet tylu. Za prawych uznano wyłącznie Lota z rodziną i tylko im aniołowie umożliwili ocalenie.

„Sodoma nie została ocalona, jak pisał mówił biskup Galentino, lecz zniszczona” – przypomina Rod Dreher na theamericanconservative.com. „Abraham mógł być niezmordowanym poszukiwaczem znaków nadziei w Sodomie, jednak biblijna historia jasno pokazuje, że żadnego z tych znaków nie znalazł. Bóg chciał okazać miłosierdzie całemu miastu, gdyby byli w nim jacyś sprawiedliwi, jednak oprócz Lota z rodziną nikt się takim nie okazał!

Jak z kolei twierdzi cytowany przez lifesitenews.com o. John Zuhlsdorf, „katecheza” biskupa to po prostu „pisanie Biblii na nowo”. Chodzi o zmanipulowanie umysłów młodych uczestników ŚDM, tak aby żywili błędne przekonanie, że Sodoma nie została zniszczona. Cel tego jest oczywisty – odejście od negatywnego podejścia do zboczeń, takich jak sodomia (termin pochodzący od Sodomy).

Biskup Nunzio Galantino łączy niechęć do bogactwa i przepychu w Kościele z dwuznacznym stosunkiem do tradycyjnej nauki moralnej. Ten mianowany w 2011 r. przez Benedykta XVI hierarcha zrezygnował z rezydowania w pałacu biskupim i wezwał do przekazania pieniędzy ubogim, zamiast wręczania mu prezentów z okazji święceń. Nakłaniał także do dopuszczenia rozwiedzionych w powtórnych związkach do Komunii św. a także krytykował świeckich obrońców rodziny.

Próby reinterpretacji przez progresistów opowieści o Sodomie i Gomorze są w zasadzie zrozumiałe. Trudno bowiem znaleźć historię bardziej sprzeczną z ich polit-poprawną ideologią. Po pierwsze historia ta przypomina o sprawiedliwości Boga i karach ponoszonych przez zatwardziałych grzeszników. Po drugie zaś zwraca uwagę, że praktykowanie homoseksualizmu jest obrzydliwym grzechem. Owo poprawianie Pana Boga to z resztą nie nowina u progresistów. W niektórych modlitewnikach zastąpiono bowiem sformułowanie „heretycy”, pojawiające się w objawieniach św. Faustyny, terminem… „bracia odłączeni”.

Read more: www.pch24.pl/sodoma-i-gomora…

Reklamy

Nowy watykański program seksedukacji na ŚDM

Nowy watykański program seksedukacji dla młodzieży


Slajdy z problematyczną treścią watykańskiego programu seksedukacji here.

ANALIZA

„Więcej dusz idzie do piekła z powodu grzechów cielesnych niż z innych przyczyn” – ostrzegła Matka Boża Fatimska trójkę młodych wizjonerów w 1917. Ale niestety, tego przekazu absolutnie nie ma w nowo opublikowanym seks-edu-programie watykańskim dla nastolatków. Zamiast tego w ogóle nie wymienia się grzechów seksualnych. Zignorowane są Przykazania VI i IX, zaś niemoralne obrazki i video wykorzystuje się do wszczęcia dyskusji.

W ubiegłym tygodniu Rada Papieska ds. Rodziny wydała program zatytułowany „Spotkania: Kurs skutecznej edukacji seksualnej dla młodych” [The Meeting Point: Course of Affective Sexual Education for Young People], który zostanie przedstawiony młodzieży na Światowym Dniu Młodzieży w Polsce.

Choć program był w procesie przygotowania przez pary małżeńskie w Hiszpanii od wielu lat, wydaje się iż dostał rozpędu by zakończyć go do ogłoszenia w kwietniu encykliki (heretyckiej zresztą) o małżeństwie i rodzinie Amoris Laetitia. W encyklice antypapież mówi o „konieczności edukacji seksualnej” skierowanej do „instytucji edukacyjnych”, posunięcie które zaalarmowało liderów globalnego życia-i-rodziny, bo Kościół Katolicki zawsze uznawał i nauczał – często w obliczu sprzeciwu ze strony potęg światowych – że edukacja seksualna jest „podstawowym prawem i obowiązkiem rodziców”.

Watykański program składa się z 6 rozdziałów, których uczy się w okresie 4 lat (klasy 9-12) uczniów obu płci w klasach mieszanych.

Nowy program przedstawiony przez papieską Radę ds. Rodziny wydaje się być odejściem od tego czego nauczało o seksie od dawna magisterium Kościoła. Na przykład:

Papież Pius XI w encyklice z 1929 o edukacji chrześcijańskiej, Divini Illius Magistri, mówi o edukacji seksualnej w prywatnym miejscu przez rodziców, a nie w salach szkolnych, twierdząc, że „jeżeli, zważywszy wszystkie okoliczności, jakieś pouczenie indywidualne w odpowiednim czasie, ze strony tych, którym Bóg dał wychowawcze posłannictwo i łaskę stanu, okazałoby się konieczne, należy zachować wszelką ostrożność. „Taka i tak wielka jest nasza ułomność i skłonność do grzechu – powiada – że często w tych samych rzeczach, które się mówi dla ochrony przed grzechem, słuchający ma właśnie okazję i podnietę do grzechu. Taka ostrożność jest dobrze znana w tradycyjnej edukacji chrześcijańskiej…Wskutek tego w najwyższym stopniu jest ważnym, żeby dobry ojciec, kiedy mówi z synem o rzeczy tak śliskiej, uważał i nie schodził do szczegółów”. I dodaje: ” W ogóle, w ciągu lat dziecięcych wy-starczy używać tych środków, jakie równocześnie szczepią cnotę czystości i zamyka-ją drzwi dla występku”.

Papież Pius XII, w przemówieniu do ojców rodzin w 1951, ostrzega przed propagandą, nawet z „katolickich źródeł”, która „wyolbrzymia ponad wszelkie proporcje wagę i znaczenie płciowości. Czasami autorzy ci utrzymują się w granicach katolickiej moralności – niemniej jednak ich sposób wyjaśniania życia płciowego zniekształca sumienie przeciętnego czytelnika w taki sposób, że traci on z oczu prawdziwy pierwszorzędny cel małżeństwa, którym jest prokreacja”.

Papież Jan Paweł II, w encyklice z 1981 Familiaris Consortio, edukację seksualna nazywa „podstawowym prawem i obowiązkiem rodziców”, która „zawsze musi być prowadzona pod ich troskliwym kierunkiem zarówno w domu lub w ośrodkach edukacyjnych wybranych i kontrolowanych przez nich”. Dodaje: „Rodzice chrześcijańscy rozpoznający znaki woli Bożej, zwrócą szczególną uwagę i troskę wychowywaniu do dziewictwa jako najwyższej formy owego daru z siebie, które jest istotnym sensem ludzkiej seksualności”.

(…) Nowy watykański program zawiera wiele zatrważających elementów, dementujących wiarę katolicką. Są to m.in.:

Formowanie seksualne dzieci przekazane edukatorom, i wykluczenie rodziców.

Nie nazwanie i nie potępienie zachowań seksualnych takich jak cudzołóstwo, prostytucja, seks z antykoncepcją, aktywność homoseksualna i masturbacja, jako obiektyw-nie grzeszne czyny niszczące dobroć w sercu i odwracanie człowieka od Boga.

Nie ostrzega młodzieży przed możliwością wiecznego rozdziału od Boga (potępienie) za popełnianie poważnych grzechów seksualnych. Nawet raz nie wymienia się piekła.

Nie rozróżnianie grzechu śmiertelnego od powszedniego.

Nie mówi o Przykazaniach VI i IX, ani o żadnym innym.

Nie naucza o sakramencie spowiedzi jako sposobie odbudowania relacji z Bogiem po popełnieniu ciężkiego grzechu.

Nie ma wzmianki o zdrowym poczuciu wstydu w odniesieniu do ciała i seksualności.

Nauczanie chłopców i dziewcząt w tej samej klasie.

Chłopcy i dziewczęta w jednej klasie razem jednakowo pojmują wyrażenia takie jak „Co sugeruje ci słowo seks?”

Pytanie klasy mieszanej o „wskazanie gdzie ulokowana jest seksualność u chłopców i dziewcząt”.

Mówienie o „procesie pobudzania”.

Wykorzystywanie materiałów pornograficznych i sugestywnych w ćwiczeniówkach

Zalecanie różnych filmów pornograficznych jako tematów do dyskusji

Nie mówi o aborcji jako bardzo złej, gdyż wywołuje tylko „mocne szkody psychiczne”.

Mylenie młodzieży poprzez używanie wyrażeń [using phrases] takich jak „relacje seksualne” dla pokazania nie aktu płciowego, a relacji skupiającej się na całej osobie.

Mówienie [Speaking] o „heteroseksualności” jako czymś „do odkrycia”.

Wykorzystanie gejowskiej ikony Elton John (nie wspomina się o jego aktywności) jako przykład utalentowanego i słynnego człowieka.

Popieranie paradygmatu „randkowania” jako krok w kierunku małżeństwa.

Nie podkreślanie celibatu jako najwyższej formy dawania siebie, która stanowi sam sens ludzkiej seksualności.

Nie wymienia się nauki Chrystusa o małżeństwie.

Traktowanie seksualności jako odrębnego przedmiotu, zamiast czegoś zintegrowanego w doktrynalne i moralne nauki Kościoła.

 

(…) Podsumowując program edukacji seksualnej Watykanu można w najlepszym wypadku określić jako mieszankę, a w najgorszym jako błędny wysiłek, który nie spełnia oczekiwań. Choć przypadkowy czytelnik może wskazać na różne teksty, które sugerują, że program ma na celu promowanie skromności, wstrzemięźliwości i zachowania kontaktów seksualnych do małżeństwa, to jednak coś niepokojącego dzieje się między wierszami.

Z powodu fiaska programu co do honorowania daną przez Boga rolę rodziców jako głównego wychowawcy, jego zupełne fiasko w wymienieniu i potępieniu różnych grzechów seksualnych, i jego wykorzystanie seksualne jawnych materiałów i filmów, program nie tylko nie osiąga swojego celu, ale może zapewne mieć odwrotny efekt przebudzenia w młodzieży nieuporządkowanych pragnień seksualnych i dając im impuls do odegrania fantazji seksualnych. Program próbuje pouczać młodych ludzi o znaczeniu skromności, czystości i intymności, i robi to naruszając te wartości, które stara się zaszczepić. W tym sensie jest samobójczy. Krótko mówiąc, program może zaprowadzić młodzież nie bliżej Boga, ale dalej od Niego.

Można posunąć się do przypuszczenia, że gdyby św. Maria Goretti była formowana przez program seks-edukacji Watykanu, to jest mało prawdopodobne żeby miała jakieś heroiczne słowa cnoty do powiedzenia jej napastnikowi. Ona nie byłaby uformowana by powiedzieć: „Nie! To grzech! Bóg go nie chce!” Nie wiedziałaby, że to co chciał napastnik było obrazą Boga. Nie mógłby też św. Dominik Savio, w tym samym duchu, powiedzieć: „Raczej śmierć niż grzech”, bo nie nauczyłby się o grozie grzechu. Program moralności seksualnej, który nie uczy młodych ludzi życia Ewangelią bez kompromisów nie zasługuje na nauczanie.

Pete Baklinski

Tłum. Ola Gordon

Źródło: tradcatknight.blogspot.com/…/at-world-youth-…

____________________________________________

PROSZĘ , PRZECZYTAJ : Sytuacja w Kościele jest dramatyczna ponad miarę. Mamy do czynienia z jawnym odejściem Watykanu od czystości nauki Jezusa Chrystusa…

ŚDM – pierwsze wystąpienie – kpina z chrześcijańskiej eschatologii

Spróbujmy przyjrzeć się słowom, jakie padły z ust Bergoglio wieczorem w oknie na Franciszkańskiej pierwszego dnia swojej pielgrzymki, 27 lipca 2016 roku. Jeśli ktoś ma wątpliwości co do nazywania go antypapieżem to zachęcam do zapoznania się z ostatnią tajemnicą fatimską: (…) „Może być tylko jeden zwierzchnik Kościoła na Ziemi, upoważniony przez mojego Syna, który musi pozostać Papieżem aż do śmierci. Każdy inny, kto twierdzi, że zasiada na Tronie Piotra jest oszustem.”
Wystąpienie zaczyna się od „Dobry wieczór” (dla czujnych katolików powinien już to być pierwszy zły znak)
Całe przemówienie poświęcone jest Maciejowi Szymonowi Cieśli, młodemu człowiekowi, który mocno angażował się w projekty graficzne na rzecz ŚDM, niestety zachorował na raka i odszedł z tego świata, nie doczekawszy ŚDM.
Zasadniczy problem w wystąpieniu jest taki, że z miejsca czyni on z Macieja świętego, twierdząc w sposób całkowicie niezrozumiały, że jest on już w niebie. Skąd wie, że Maciej nie jest jeszcze w czyśćcu? A przecież może być nawet w piekle, bo piekło przecież istnieje? 
Zdrowa katolicka pobożność zaleca modlitwę za zmarłych – tymczasem antypapież nie zachęca do modlitwy za chłopaka. Wprowadza co prawda chwilę ciszy, modlitwy – taką jednak, w której mielibyśmy stanąć w obecności świętego Macieja: „On tutaj jest”. Pomija zupełnie realizm chrześcijański, który nakazuje roztropność w takich sprawach. Stwierdzenie, że ktoś przebywa w niebie, nie jest rzeczą, o której można sobie dowolnie wyrokować.
Nie taka jest praktyka Kościoła, aby na podstawie zaangażowania w jakieś słuszne sprawy, choćby przy wydarzeniach religijno-społecznych, i śmierci z powodu choroby czynić z kogoś świętego i od razu go w praktyce go kanonizować, twierdząc że koniecznie musi być już w niebie. Nawet w przypadku osób prowadzących życie świątobliwe, Kościół zawsze zachęca do modlitwy za duszę danej osoby. Nie znamy jej sumienia i niczego nie możemy być pewni. Możemy jednak patrząc na ewangeliczne owoce życia domyślać się, gdzie się ktoś znajduje. Np. o Janie Pawle II krzyczały spontanicznie tłumy: „Santo subito!”. 
Święci, którzy są w niebie, powinni być dla nas przykładem wiary. Fałszywy Prorok nie wskazał na głęboką wiarę u chłopaka, choćby na religijne nastawianie do rzeczywistości, a tym bardziej na coś, co mogłoby jakoś dowodzić, że jest już w niebie. Czy sama wiara albo poświęcenie się projektom graficznym i śmierć na raka miałyby być dowodem przejścia do nieba? Co do projektów graficznych to są one bardzo złym owocem (idą w stronę satanizmu), dlatego raczej trzeba bardzo usilnie modlić się o zbawienie tego chłopaka.
Aby stwierdzić, że ktoś jest w niebie, potrzeba wiele elementów. Świętość wymaga choćby heroiczności cnót. Tymczasem nawet pobieżne przyjrzenie się osobie Macieja sprawia, że mamy wątpliwości w tym względzie. Znajomi mówią: „początkowo nie był nawet tak blisko Kościoła”. Na wideo nagranym przez niego po czasie (link powyżej) jedyne, co chce zrobić, to uniknąć za wszelką cenę raka i pozostać przy życiu. Czy święci nie powinni w pokorze najpierw przyjąć swojej choroby i cierpienia, a nie z nią walczyć za wszelką cenę? Z okazji Wielkanocy Maciej życzy wszystkim: cieszcie się swoim życiem. Czy takie życzenia składa człowiek religijny? Na wideo nie ma żadnych odniesień do Chrystusa i wiary (poza koniecznością podziękowania za modlitwy innych) – wszystko jest jakąś humanistyczną próbą pogodzenia się ze swoim losem. Żadnej chrześcijańskiej nauki duchowej.
Czy antypapież chce powiedzieć, że wszyscy, którzy angażujemy się w jakieś inicjatywy społeczno-religijne, trafiamy do nieba?

Wieczny odpoczynek racz dać Panie, Maciejowi, a Światłość Wiekuista niechaj mu świeci. Niech odpoczywa w pokoju na wieki wieków.
Requiem aeterna dona ei, Domine.

KOMENTARZ BIBUŁY: Przez krótką chwilę oglądaliśmy ceremonię przywitania na Błoniach krakowskich i program artystyczny. Nie wiemy kto wybrał i zatwierdził występujących artystów, ale zaraz za zespołem tańczącym krakowiaka wystąpiła jakaś hinduska tancerka z namalowaną na czole kropką (bindi). Zapytujemy zatem tych hierarchów, którzy zatwierdzili ten program: czy wiedzą, że religia hinduska nie ma nic wspólnego z katolicyzmem? Bo zdaje się mamy do czynienia ze Światowymi Dniami Młodzieży – w domyśle: katolickiej, ale chyba mylimy się. Chyba jednak jest to Zlot wszelakiej młodzieży, w duchu masońskiego hasła “równości i bratestwa”, do czego tak często wzywa antypapież.

ŚDM-demoralizacja młodzieży i zhańbienie struktur Kościoła

Dzisiejsza scena z Warszawy. Grupka młodzieży ubrana na pierwszy rzut oka na galowo, tak jakby było np. rozpoczęcie roku szkolnego. Niestety po przyjrzeniu się okazuje się, że wszystkie dziewczyny mają koszulki z ŚDM, są to wolontariusze z ramienia archidiecezji warszawskiej. Nic strasznego? Problem w tym, że poniżej koszulek miały na sobie tylko coś bardzo krótkiego czarnego, następnie długo długo nic i obuwie. Skoro prawie wszystkie były podobnie ubrane, to czy nie była to aby odgórna wytyczna?

Czy to już wyjaśnia tytuł tego artykułu?

o naiwności, głupocie, niewierze…

3590.0Odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych składa się z dwóch fundamentalnych członów: wyrzekam się i wierzę. Przypomnijmy sobie zatem te pytania:

Czy wyrzekasz się grzechu, aby żyć w wolności dzieci Bożych?

Czy wyrzekasz się wszystkiego, co prowadzi do zła, aby cię grzech nie opanował?

Czy wyrzekasz się szatana, który jest głównym sprawcą grzechu?

Tych pytań Kościół nie stawia dla zabawy. Szatan istnieje i jest potęgą, z którą my, ludzie nie mamy żadnych szans zwyciężyć o własnych siłach. Lecz w codziennym życiu jakże często ujawniamy, że tak naprawdę nie wierzymy w istnienie szatana, jego demonów, w kuszenie diabelskie. Wiele bajek, kreskówek (często humorystycznych) ukazuje aniołka i diabołka po lewej i prawej stronie jakiegoś gościa dokonującego wybór. Takie naiwne obrazki uczą nas lajtowego podchodzenia do wiary w istnienie szatana, czy Boga. Nie trzeba się bać, to są może tylko jakieś wytwory wyobraźni?

Kolejne przykłady. Niedawno został umieszczony na naszej stronie artykuł ostrzegający przed logo ŚDM. I jaka jest reakcja? Chyba największy procent jest takich, którzy w ogóle się nie przejęli, nie przestraszyli się tym, że ten znak ma ukrytą symbolikę satanistyczną, że na niego się gapią, że go będą nosić itd. Korespondencja na fejsach była na poziomie szyderstw i wyśmiewania się, a przynajmniej ignorancji. A jednak jest ktoś (nawet więcej ktosiów) kto wie, że to, co opisaliśmy i o czym trąbi już coraz więcej stron w polskim internecie (wpiszcie w googlach „satanistyczne logo” – i zobaczycie szereg stron, które się wciąż mnożą jak grzyby po deszczu) jest prawdą i to nie do końca jeszcze odkrytą. Ci „ktosie” wiedzą jeszcze więcej i bardzo się cieszą Waszą ignorancją, bo w pierwszej chwili byli nieco zmartwieni, że zostali nakryci. Co to za ktosie? Nie  znamy ich nazwisk i dobrze, bo szkoda się truć, ale ich duchowe imię znaczy „Judasz”. Judasz był w środku rodzącego się Kościoła i zabił swojego Mistrza zdradą – zdradzić może tylko ten, kto jest w sercu Kościoła. I ci biedni współcześni Judasze wdarli się prawdopodobnie do nazbyt wielu ośrodków władzy Kościoła Katolickiego. Wmieszali się pomiędzy naprawdę dobrych pasterzy udając owce, a są wilkami w owczej skórze i robią podstępną robotę, a naszym obowiązkiem jest im wybaczać i modlić się za nich. Ale czyny, które mają gorszyć i krzywdzić innych powinny być obnażane – tak jak to tu czynimy i czyni to o wiele lepiej bardzo wielu w internecie. Polska się budzi!

To jak, wierzymy w istnienie szatana? W to, że wchodzi on w nasze życie m. in. poprzez swoje znaki, symbole? Czy wierzymy, że jego moc jest wielka, że jest potężną istotą duchową z którą nie mamy szans się równać? Sam Pan Jezus ostrzega nas przed nim w Ewangelii: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle.” (Mt 10, 28). Gdzie się podziała nasza wiara? Gdzie potwierdzenia życiem tego chrzcielnego:  „WYRZEKAM SIĘ” ?

Przy artykule o satanistycznym logo ŚDM specjalnie nie umieszczaliśmy zdjęcia tego logo, ponieważ już samo patrzenie na znaki szatańskie zatruwa nasze dusze. Nie mówiąc już o noszeniu ich! A przecież teraz młodzież z całego świata uczestnicząca w ŚDM będzie nosić te demoniczne logo na bluzkach, plakietkach, gdzie się da! I uwaga! Za czyje pieniądze to będzie (już chyba jest) przygotowane? Była zbiórka w całej Polsce na tacę…. Co za horror!

Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina, że szatan, czyli diabeł istnieje i „działa w świecie przez nienawiść do Boga i Jego Królestwa w Jezusie Chrystusie, a jego działanie powoduje wielkie szkody – natury duchowej, a pośrednio nawet natury fizycznej – dla każdego człowieka i dla społeczeństwa” (KKK 395).

„W ciągu, bowiem całej historii ludzkiej tworzy się ciężka walka przeciw mocom ciemności; walka ta, zaczęta ongiś u początku świata, trwać będzie do ostatniego dnia, według słowa Pana” (KKK 409).

Jeśli nie wierzymy w istnienie szatana, to nie będziemy też w stanie wierzyć w istnienie Boga!

 

Satanistyczne logo ŚDM

Niestety zmuszeni jesteśmy zacząć pisać. Oczywiście same Światowe Dni Młodzieży nie są żadną herezją, wręcz przeciwnie, to wielkie dobro i chyba dlatego szatan postanowił tu namieszać. Nie możemy milczeć, bo robi się bardzo nieprzyjemnie… 

Czy normalne i niewinne wydaje się partnerstwo z oficjalnym wrogiem Kościoła??? Kto chce zrozumieć, ten zrozumie… Poniżej to już tylko pewien cytat, bez naszego komentarza:

„Wielka Orkiestra Światowej Młodzieży”

Kto jak kto, ale Jurek Owsiak wie, jak masówkę dobrze i bezpiecznie urządzić. Przystanek Woodstock w opinii polskiej policji jest jedną z lepiej zorganizowanych imprez. Nic dziwnego, że z pomocy organizatorów tej imprezy (robi ją Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy) chce skorzystać komitet organizacyjny religijnego spotkania młodzieży. Na czym ta współpraca ma polegać? WOŚP zdradził, że organizatorzy ŚDM zwrócili się do Orkiestry o pomoc logistyczną i ją dostaną.

A nie prościej byłoby połączyć obie imprezy? (…) Taniej wyjdzie. I mniejsze długi zostaną archidiecezji do spłacenia. I ze złotych melonów więcej lodów da się ukręcić, a lato ma być gorące…(źródło: http://www.bibula.com/?p=81575 )

Tyle cytatu. Ale to dopiero wstęp. A teraz o głównym smrodzie. Chodzi o logo ŚDM (wykonanym podobno przez pracownicę TVN-u!). Olbrzymia kampania reklamowa, która towarzyszy temu logo zadziwia. Tego typu środkami Kościół niechętnie się posługuje. A tu przeogromne pieniądze zebrane na tacę władowane w medialną kampanię – dlaczego???

No to najmocniejsze. Logo ma wbudowane trzy symbole:

  1. Krzyż franciszkański – tzw. młodzieżowy, cudny symbol – problem tylko w tym, że krzyżyk jest tu do góry nogami! Kto tak odwraca krzyże? Sataniści. A może to jest krzyż św. Piotra??? Ciekawe (ironia).
  2. Na dole (czyli tam gdzie powinna być góra) krzyża wpisano takie dziwne kółko. Tak się składa, że cały krzyż w ten sposób skomponowany z tym kółkiem (jakby pętelką) do złudzenia przypomina … krzyż celtycki – czyli jeden z symboli okultystycznych. Więcej na temat krzyża celtyckiego znajdziecie na pewno w internecie.
  3. No jeszcze o tej pętelce – dziwnym kółku. Ma taki ogonek. Przypomina jakby szóstkę. No nic, tylko tak się składa, że masoneria w ten sposób czyni ręką znak szóstki – u nich oznacza to trzy szóstki!!! Nie wiecie co to trzy szóstki? A księga apokalipsy? 

W sumie mamy tu wielki ukłon wobec trzech grup ludzi wyznających kult szatana – satanistów, okultystów i masonów. Niewiarygodne?! A jednak. Jak przekopiecie internet znajdziecie znacznie więcej. A jak jesteście przeciw, to idźcie na rzeź. Trudno. Macie wolną wolę, nawet Bóg jej nie łamie. „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle.” (Mt 10, 28). To już wiecie, Kogo macie się bać? Mamy bać się szatana i jego sług, którzy walczą o strącenie dusz do piekła. To logo jest jak miecz, albo mówiąc bardziej nowocześnie: karabin. Jednak tym mieczem nie będą zabijane ciała, tylko dusze nieśmiertelne młodych z całego świata. „I rzekł do uczniów: Nie można, aby zgorszenia przyjść nie miały; ale biada temu, przez którego przychodzą! Lepiej by mu było, aby młyński kamień zawieszony był na szyi jego, i wrzucony był w morze, niżby jednego z tych małych zgorszyć miał.” (Łk 17,1-2)

Jeszcze nie koniec. Autorzy tego strasznego logo tłumaczą się symboliką ognia. Czyli ta celtycko-masońska szóstka to jest płomień i teraz staje się jasna kolorystyka odwróconego do góry nogami franciszkańskiego krzyżyka (on jest w kształcie ” Tau” czyli bez krótszego górnego ramienia, co w tej sytuacji nie pozostawia wątpliwości, że krzyż jest na modłę satanistyczną odwrócony). Otóż kolory sugerują właśnie ogień – płomień. Krzyż w ogniu? Nie ma takiej tradycji w chrześcijaństwie. Krzyż może być złoty z promieniami, ale w ogniu? Ogień może tu sugerować tylko jedno – podpalony krzyż (palenie krzyży to też świetna zabawa satanistów). Nawet to szóstkowe kółeczko (płomień?) pod odwróconym krzyżem zdaje się go podpalać. Wszystko jasne. Kto nie ma jeszcze wody w mózgu pomieszanej z ciemnością, ten zrozumie.

To wszystko zostało zapowiedziane. Pan Jezus już od paru lat ostrzega swoje dzieci przed strasznym niebezpieczeństwem. Nie bądźmy głusi na Jego Słowa:

 …”W waszych kościołach będzie się widziało pojawiające się nowe krzyże z osadzoną głową bestii; wasze ołtarze zostaną zmienione tak, by Mnie wyszydzić. Za każdym razem, gdy zobaczycie nowe i nietypowe symbole w Moim Kościele, patrzcie uważnie, gdyż bestia jest arogancki i pyszni się swoją niegodziwością poprzez pokazywanie znaków, które oddają mu cześć. Ci z was, którzy nie będą czujni na to oszustwo, zostaną wciągnięci do praktyk, które nie oddają Mi czci. Będą skrywać prawdziwą intencję – oddawanie hołdu szatanowi i jego złym duchom.” paruzja.info

„…Dopiero wtedy, gdy pogańskie symbole i satanistyczne znaki zaczną być pokazywane wewnątrz, ponad i przy wejściach do Kościołów chrześcijańskich, uciekną, aby ratować swoje życie.” paruzja.info

„Bóg jest z nami!”

Plakat z takim napisem pojawił się ostatnio na frontach niektórych świątyń w Polsce. Reklamuje on Światowe Dni Młodzieży w Krakowie. Może nie wszyscy go widzieli, dlatego spróbuję jakoś przybliżyć problem. Przechodzę do rzeczy – czyli do napisu umieszczonego na plakacie: „Bóg jest z nami”. Jest w Piśmie św. opisane, a dokładniej w Ewangelii, kiedy Bóg jest z nami: „Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdziedwaj albo trzej  zebrani w imię Moje, tam jestem pośród nich”. Dokumenty liturgiczne Kościoła także mówią o tej Obecności Chrystusa w pośrodku zgromadzenia liturgicznego. Jednak nie zapominajmy o źródle – warunkiem na tę formę Obecności Boga wśród wierzących jest wspólna (mało tego – zgodna) modlitwa (nie wierzę w to, że Chrystus jest obecny wśród zgromadzonych na Mszy św., gdy oni faktycznie się nie modlą – gdy ich modlitwa jest tylko czysto zewnętrzna, a obawiam się, że takie sytuacje się zdarzają….). Na plakacie nie widać, by sfotografowana tam młodzież w ogóle się modliła. To zdjęcie jest wypozowane, wygląda jak fotomontaż – pojedyncze osoby powklejane graficznie do wspólnego plakatu. Wyraźnie ta sztuczność rzuca się w oczy. To zdjęcie jest tego typu jak w reklamach telewizyjnych. Nie jest to zgromadzenie modlących się ludzi i to wspólnie. Uśmiechnięte nienaturalnie i wyidealizowane buzie młodzieży można uzasadnić w sposób realny tylko tym, że właśnie są na przesympatycznej prywatce, świetnie się bawią i w pośrodku tej zabawy fotograf poprosił, by wszyscy na niego spojrzeli…Więc nie można tu zastosować bez cienia dyskusji chwytu reklamowego, że „Bóg jest z nami”. Może jest, może nie, nie wiadomo…. Razi jednak bardziej inne przesłanie bijące z tego plakatu. Jest w nim inna sugestia. Otóż żaden, nawet najwyżej postawiony człowiek, czy wielki nawet święty nie może rościć sobie praw, by go ubóstwiać. Co właściwie znaczą słowa: „Bóg jest z nami” – człowiek-Bóg??? To strasznie wyziera z treści plakatu. Być może, nie została taka sugestia tu celowo zrobiona, ale tak wyszło. Nie próbuje się bawić w intencje twórcy plakatu. Dość jest tego, co ostatecznie wyziera z jego treści. Pozostaje tylko rozedrzeć szaty, jak to uczynili Barnaba i Paweł, gdy tłum pogan próbował ich ubóstwić (Dz 14,14-15). Ciekawe, jaka by była reakcja takich świętych jak św. Ojca Pio czy Matki Teresy z Kalkuty. Nie wiem, ale znając dość zdecydowany charakter tych świętych zareagowali by pewnie podobnie jak Pan Jezus, gdy biczami wypędzał kupców ze świątyni jerozolimskiej. Póki co po ostatnich zbiórkach w parafiach na ŚDM już widać na co idą pieniądze (idą jeszcze na koszulki z „arcyciekawym” logo – o tym niedługo napiszemy). I nie ma żadnej reakcji na ten socrealistyczny i obrzydliwie bałwochwalczy plakat. No niezupełnie. My na przeciwherezjom.com rozdzieramy…. internet!