11.listopad 2016 – czarny piątek dla Polski

pobrane.jpgW miejsce niepodległości kolejna, znacznie głębsza niewola. Na ostatnie wydarzenia w Polsce niebo odpowiedziało wyjątkowo mroczną, smutną i płaczliwą jesienią. Jakie wydarzenia? Oprócz pojedynczych aktów profanacji (m.in. jakiś spektakl w Bydgoszczy, podejrzana „Wielka Pokuta”) zaistniała poważna, a może nawet najważniejsza sprawa dla niepodległości i „być albo nie być” naszej Ojczyzny. Jest to sprawa obrony życia nienarodzonych polskich dzieci. I tu szok na skalę nieznaną chyba na całym świecie – prawicowy rząd katolickiego kraju za namową jego duszpasterzy (KEP !!! ) odrzuca inicjatywę ustawodawczą obrońców życia! Jak niegdyś Cezar Neron chcąc ostudzić buntownicze zapędy rodaków, proponował im atrakcyjne igrzyska, tak dziś przedstawiciele oficjalnej hierarchii Kościoła w Polsce zaproponowali nam nowe święto kościelne – 11 listopada i… kiełbasę w piątek. Jednak najbardziej wpływowi pasterze nie mają takiego prawa – ani w ustanawianiu rangi święta cywilnego jako kościelnego, ani tym bardziej dyspensy od postu. Druga sprawa, że to i tak pryszcz w porównaniu do krwi przelewanej przez najbardziej bezbronnych. Oj, módlmy się za biednych pasterzy polskich…

Zwróćmy uwagę na proroctwa mówiące o tym, że już wkrótce dojdzie do jedności władz kościelnych i cywilnych. A raczej już do tego doszło – np. w wiejskich kościołach można usłyszeć ogłoszenia wójta duszpasterskie (jak w kawale – Don Camillo zapadłby sięm pod ziemię); na najwyższym szczeblu kościelnym i cywilnym panuje zgodność co do aborcji, wspólnego świętowania w Świątyni Opatrzności. I tym sposobem wszyscy będą imprezować chyba w najtragiczniejszej chwili dla naszej Ojczyzny. Świetna zabawa kosztem krwi nienarodzonych.

„…Mój Kościół popełni cudzołóstwo z książętami świeckiego świata, co doprowadzi do unii, która jest wstrętna Bogu i jest obrzydliwością w Jego Oczach.”  paruzja.info

Reklamy

Czy wszyscy zmartwychwstaniemy???

Mówi się powszechnie: „Wszyscy zmartwychwstaniemy, więc super”. To jest współcześnie bardzo popularna opinia/nauka czy raczej herezja w naszych katolickich kościołach, szkołach….Ale w czym tkwi problem? Dzisiejsze czytanie – opis męczeństwa Machabeuszów daje wiele światła. „Lepiej jest nam, którzy giniemy z ludzkich rąk, a którzy w Bogu pokładamy nadzieję, że znów przez Niego będziemy wskrzeszeni. Dla ciebie bowiem nie ma wskrzeszenia do życia„.  – Jakże często zupełnie co innego spada teraz z ambon! Wmawia się, że bez względu na to jak żyjemy czy żyli nasi zmarli, to zmartwychwstaniemy (i jeszcze inne dziwadło-przy okazji pomija się problem zbawienia). Czwarty brat (Machabeusz) zwracając się do okrutnego króla mówi mu, że nie zmartwychwstanie?! Niezupełnie – „nie ma wskrzeszenia do życia” oznacza nie to, że nie ma dla niego wskrzeszenia, ale wskrzeszenia do Życia – Życia w Bogu, w niebie. Właściwie to samo mówi Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii: „Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania„. Specjalnie podkreślam powyższe zdanie, bo interpretując je dosłownie można by przyjąć, że zmartwychwstaną tylko zbawieni. 344878_pxDas_Jngste_Gericht_Memling_34.jpgNie, na innym miejscu nasz Pan mówi o zmartwychwstaniu do Życia i zmartwychwstaniu do potępienia. Ale to drugie jest tak straszne, że po ludzku rzecz biorąc lepiej, żeby tego rodzaju zmartwychwstania nie było. Można się chyba domyślać, że tak myślą też potępieni w piekle – nie sądzę, że życzą sobie by mieć z powrotem swoje ciało, bo przecież jak zmartwychwstanie, to po to by straszliwie cierpieć wraz z potępioną duszą!!!!

Podsumowując: Nie dajmy się zwieść przewrotnym naukom zamydlającym nam wiarę w istnienie i straszliwą rzeczywistość – realność wiecznego potępienia! Św. s. Faustyna gdy miała widzenie piekła zobaczyła, że najwięcej jest tam dusz, które w jego istnienie nie dowierzały!

„…Dzisiaj żaden Mój sługa – powołany, by Mi służyć – nigdy nie nawiązuje do istnienia Piekła. Samo wspomnienie słowa Piekło wprawia w zakłopotanie Moje wyświęcone sługi, gdyż boją się oni ośmieszenia, które by ich spotkało ze strony świeckiego społeczeństwa, które zostało oszukane. Piekło jest domem dla wielu biednych dusz i jak bardzo boli Mnie, gdy widzę niczego nie podejrzewające dusze, które wpadają w otchłań przerażenia, w chwili brania przez nich ostatniego oddechu. (…) Duszom będzie mówiło się że wszystkie dzieci Boże, gdy żyją rozsądnym i godnym życiem – niezależnie od tego czy wierzą w Boga czy nie, otrzymają Życie Wieczne. Ale to będzie kłamstwo. Nie ma powrotu z piekła. Ono jest na wieczność. „

12.01.2014, 20:28 – WKRÓTCE PIEKŁO ZOSTANIE FORMALNIE UZNANE ZA MIEJSCE, KTÓRE NIE ISTNIEJE

Co nieco o faryzeuszach, którzy wcale nie wyginęli

Dzisiejsza Ewangelia traktowana jest przez większość jak bajka. Faryzeusz i celnik to bohaterowie tacy jak hobbici w powieści Tolkiena. Bo niby gdzie można ich spotkać?  Podobno wyginęli! Generalnie wszyscy należymy do trzeciej, nieznanej niemal w Ewangelii kategorii ludzi. Czyli do images2.jpggrupy takich tam przyzwoitych, normalnych, nowoczesnych, porządnych, wierzących katolików itd. Trochę przesadzam, bo owszem istnieją (w naszym pojęciu) celnicy – to szumowiny, pijaczki, bandziorki, tylko tak się składa, że nie o nich jest w dzisiejszej Ewangelii. Co do faryzeuszy, to owszem myślę, że niektórzy tu piszący, czy pozwalający sobie na jaskrawe dawanie świadectwa prawdziwego życia chrześcijańskiego  wśród bliskich, otrzymują od wielu ten „wspaniały” tytuł faryzeusza. Oczywiście z zabarwieniem totalnie negatywnym, w celu upokorzenia, wyśmiania. Koniec końców uważa się, że faryzeusz i celnik to jakieś marginalne patologie, a my, prawie wszyscy, to porządni i właściwie święci (oczywiście ten ostatni przymiotnik zręcznie ukrywamy przed sobą samym, żeby udawać pokorę…).

A właśnie, że nieprawda! „Słowo Boże trwa na wieki!” I to Słowo Boga (dzisiejsza niedziela) zwraca nam uwagę, że albo jestem faryzeuszem albo celnikiem i kropka. Albo uznaję, kim naprawdę jestem i szczerze żałuję i wewnętrznie uniżam się przed Bogiem (i wypadałoby na zewnątrz też…) – albo nie! Nie ma w nas tego uniżenia? No, uświadomiona pycha to już początek pokory. Albo uznajesz się za faryzeusza? To już dobrze, że widzisz, że stawiasz się jak koleś samego Boga i widzisz swoją wewnętrzną arogancję, wyniosłość, pewność siebie. Ale niestety najczęściej tak jest, że pycha całkowicie zaślepia i człowiek nie ma pojęcia, że jest faryzeuszem!!! I to jest największe niebezpieczeństwo! A jeśli nie chcesz przyjąć, że jesteś albo faryzeuszem albo celnikiem i zakładasz przynależność w sobie do trzeciej kategorii o której nie mam mowy w dzisiejszej Ewangelii, to jesteś w błędzie… I to jednak oznacza, że w istocie należysz do jednej z tych kategorii – niestety do tej gorszej, czyli faryzejskiej… (dobrze, że przez internet nie można dostać zgniłym pomidorem). Dla chętnych jeszcze mamy cytat na temat faryzeuszy z Księgi Prawdy:

Faryzeusze nie mogli zrozumieć znaczenia pokoryNie mogli zaakceptować tego, jak działa Bóg, że nie wywyższa potężnych czy najbardziej doświadczonych przywódców religijnych w Jego Kościele, aby przez nich ujawnić swoje plany lub ostrzec swoje dzieci. Bóg wybrał proste, pokorne i szczodre serca, aby przekazać swoje ostrzeżenia dla ludzkości. Podniósł słabych i wywyższył ich przez cierpienie, którym oczyścił ich serce, aby mógł się z nimi porozumiewać. Dzięki temu jest mało prawdopodobne, aby ludzka pycha ze strony proroka przeszkadzała w przekazywaniu Prawdy. Odrzucili Jana Chrzciciela i zamordowali go. Zamordowali dawnych proroków. Znęcali się nad wybranymi duszami przez które Bóg się porozumiewał z ludźmi. Czy myślicie, że w waszym, dzisiejszym świecie będzie cokolwiek inaczej? Czy wy, Moi oddani naśladowcy i wy, którzy uważacie się za ekspertów w Moim, Chrześcijańskim Kościele lub innych Kościołach, którzy wierzycie w Mojego Ojca Przedwiecznego, przyjmiecie dzisiaj Słowo Boże? Nie. Zrobicie dokładnie to z prorokami, prawdziwymi prorokami, co od początku z nimi robiono. Będziecie oczerniać ich w Imię Mojego Ojca.

Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na (polskiej) ziemi, gdy przyjdzie?

Pozwoliłem sobie na ten nawias (polskiej) w cytowanym fragmencie dzisiejszej Ewangelii, bo zwróciło dziś naszą uwagę smutne spostrzeżenie. Otóż wydaje się, że to właśnie Polska jest najbardziej teraz atakowana przez piątą kolumnę Kościoła (czyli masonerię). I co gorsza w obliczu coraz bardziej jawnych zgorszeń katolicy są jak w śpiączce. Nic nie rozumieją, nic nie widzą…. Odnosi się wrażenie (wrażenia to nie osądy), że po prostu nie wierzą. Nie wierzą, bo się nie modlą. Owszem, wielu często chodzi do kościoła, wielu czymś po trochu się modli, a bardzo, bardzo niewielu modli się porządnie i systematycznie choć jedną częścią Różańca dziennie i Koronką do Bożego Miłosierdzia. 

Co mają widzieć? Jeśli zadajecie to pytanie, to zastanówcie się, czy aby nie należycie do tej zaspanej grupy. Ale dobrze, wymienię parę przykładów:

  1. Odrzucenie ustawy zakazującej aborcji, w czym walnie przysłużyli się ci, co z urzędu nawet powinni się starać  o obronę życia – czyli najbardziej wpływowi członkowie Episkopatu (bo nie wierzę że wszyscy). Kościół za śmiercią? Nie – to następcy jednego z apostołów lubiącego 30 srebrników. Dobrze, że nie znamy konkretnych nazwisk z krwią dzieci na rękach, bo to trudno wybaczyć – a trzeba i trzeba się bardzo za nich modlić. Bardzo. Ich odpowiedzialność jest ogromna. PiS jest tylko pionkiem w tej zagrywce.
  2. Zarówno sam wielki ogólnonarodowy akt przebłagania, jak i wydarzenia owej „pokutnej” nocy na Jasnej Górze powinny dać wiele do myślenia.
  3. Dzisiejszy dziwny List części pasterzy czytany w kościołach. Jego pokrętną ideę w stosunku do intronizacji można określić słynnym wałęsowym: „jestem za, a nawet przeciw”

katakumby.jpg

I tak w trybie jednostajnie przyspieszonym czy wręcz lawinowym mamy przygotowania do totalnego zniszczenia Wiary i Kościoła katolickiego w Polsce. Czas na katakumby już blisko – i to chyba będziemy pierwsi po Bliskim Wschodzie!

smród w Wielkiej Pokucie narodowej!

Nawet tu. Już nie dają żyć. Podam tylko kilka przykładów tego smrodu – nie chcę więcej o tym myśleć i pisać bo śmierdzi za mocno i można się zatruć… Fu!!!!

Sam początek wielkiego aktu pokuty. Polska to (chyba…) najbardziej katolicki naród świata. W chrześcijaństwie, w odróżnieniu od innych religii czcimy nie tylko Boga Ojca Stworzyciela, ale także Syna i Ducha Świętego. A nawet można powiedzieć, że w jakimś sensie punkt ciężkości chrześcijaństwa lokuje się w Drugiej Osobie Trójcy Przenajświętszej – Jezusie Chrystusie (proszę się mnie teologicznie nie czepiać – oczywiście jest równość wszystkich Trzech Osób, jednak upraszczam teraz moją myśl ze względu na szczególne posłannictwo chrześcijańskiej religii). To właśnie wiara lub niewiara w Jezusa Chrystusa kwalifikuje nas do zbawienia lub potępienia. A tu pierwszy punkt wielkiego aktu przebłagania czytanego chyba we wszystkich kościołach w Polsce głosi, że jesteśmy religią nie różniącą się od innych wyznań monoteistycznych! Wniosek? Niewiara w Chrystusa nie jest czymś złym czy groźnym. Katolicy, już nie musicie wierzyć w Chrystusa, by być zbawionymi! Oczywiście, że musicie, dlatego błagam: czuwajcie, bo nawet nasze najświętsze sanktuarium wykorzystuje się, by zniszczyć Waszą Wiarę! Nie dajcie się!

I jeszcze tylko jedna rzecz. A właściwie brak. Wymieniono wiele strasznie syfiastych grzechów (zastanowiłbym się sto razy, gdybym miał swoim dzieciom o takich obrzydliwościach powiedzieć – a tu wszystkie polskie, pobożne dzieci dowiedzą się o tym w kościołach…), a pominięto inne, bardziej drążące ducha Narodu. Np. wymieniono grzechy seksualne przed i poza małżeństwem – a co z powszechnie praktykowaną antykoncepcją często właśnie w ramach pożycia małżeńskiego?! Przecież takie pożycie jest niegodziwe, jest ogromnym grzechem wielu polskich rodzin. Przeoczono? Jest więcej takich przeoczeń, ale teraz niech się inni wczytują, ja mam już dosyć. Śmierdzi, śmierdzi, śmierdzi….

 

ANTY-wdzięczność: z wdzięczności, że żyję, to zabijam!

Trudno znaleźć przymiotnik w naszym języku, który oddałby w pełni postawę zupełnie przeciwną do wdzięczności. „Niewdzięczność” – czyli po prostu brak wdzięczności, to dziś zbyt płytkie określenie postaw moralnych wielu współczesnych katolików. W dzisiejszej Ewangelii słyszeliśmy o dziewięciu trędowatych, którzy po prostu nie okazali wdzięczności. Dzisiejsza sejmowa „dziewiątka” nie tylko nie okazała wdzięczności, ale…!

pobrane.jpgBo jakimiż słowami można określić postawę ludzi deklarujących się publicznie jako katolicy, wybranych do sejmu przez katolicki elektorat, którzy z „wdzięczności” za wyniesienie ich do wysokich godności i stanowisk stanęli po stronie współczesnej Targowicy i wsparli swoim anty-głosowaniem morderców polskich dzieci?!!! I nie tylko za swoje stanowiska i pozycję społeczną powinni być wdzięczni. Powinni (głównie postawą i czynami, a nie obłudnym i oszukańczym pustosłowiem) dziękować, że żyją…. A dzięki komu? Wielu z posłów pewnie żyje tylko dlatego, że w przeszłości naszej Ojczyzny było wielu, którzy bronili życia polskich dzieci – szczególnie nienarodzonych. Kto wie, ilu spośród współczesnych targowiczan żyje tylko dzięki temu, że ich matka nie miała możliwości ich zabicia, bo znalazł się ktoś, kto swoim słowem, modlitwą czy nawet darem pieniężnym spowodował, że do aborcji na nim nie doszło? Kiedyś słyszałem czarny dowcip: „jak cię widzę, to jestem za aborcją”. Jest jakieś ziarenko prawdy w tym strasznym kawale. Można by się Pana Boga spytać – dlaczego pozwoliłeś żyć temu czy tamtej, skoro wiedziałeś, że stanie się zabójcą? Klucz chyba tkwi jedynie w dzisiejszym Słowie Bożym z listu świętego Pawła Apostoła do Tymoteusza:

„Jeśli my odmawiamy wierności, On (Chrystus) wiary dochowuje, bo nie może się zaprzeć siebie samego.”       

***   „(…) Aborcja, morderstwo w Oczach Boga, będzie wymuszane na wszystkich narodach, jako wyraz buntu wobec Ojca Wszechmogącego, Boga Najwyższego. Jeśli akceptujecie tę niegodziwą obrzydliwość, jesteście winni straszliwego grzechu. Grzech aborcji jest grzechem śmiertelnym i odpowiedzialni za to będą palili się w ogniu Piekła na wieczność.(…)” 

01.05.2013, 20:25 – GRZECH ABORCJI JEST GRZECHEM ŚMIERTELNYM I ODPOWIEDZIALNI ZA TO BĘDĄ PŁONĘLI W OGNIU PIEKŁA NA WIECZNOŚĆ

Zdrada PiS w sprawie zakazu mordowania polskich dzieci!!!

Lista sejmowej hańby! Oni opowiedzieli się przeciwko życiu [NAZWISKA]

Ale walka toczy się nadal! Przede wszystkim duchowa. A fizycznie możemy podpisać kolejny projekt: 

Zmieńcie prawo, które zabija – jeszcze jedna szansa. Petycja do Posłów i Senatorów

A co najgorsze: „Podwójna mowa PiS-u z poparciem Episkopatu. Episkopat opowiedział się za nie karaniem aborcjonistek i tym sposobem rozwala cały system prawny. Jakiekolwiek zabójstwo będzie względne i wątpliwe co do karania, bo jakoś będzie mogło być usprawiedliwione. PiS ochoczo wchodzi w sojusz z Sanhedrynem. Episkopat opowiedział się de facto za istniejącym stanem prawnym, ponieważ niemożliwe będzie egzekwowanie zakazu aborcji bez sankcji. To jest po myśli PiS-u. Judasze !”

A teraz co na ten temat mówi Sam Bóg:

„Moja szczerze umiłowana córko, największy ból męki to ten, który istnieje w Prawach waszych narodów, sprzeciwiających się Prawom Boga we wszystkim, zarówno w sposób widzialny jak i niewidzialny. Bowiem każde Prawo Boże łamane przez tych, którzy prowadzą wasze narody, jest teraz zastępowane przez cichego zabójcę duszy. Wszelkie wykroczenia zostaną przedstawione jako dobre. Im bardziej niegodziwe czyny, tym większy zdobywają poklask. Nie będzie miejsca dla tych, którzy głoszą Prawdę – Prawdziwe Słowo Boga. Ich głosy w większości będą ignorowane. A kiedy dadzą się usłyszeć, będą potępiane jako niegodziwe.

Rzeczywiście nadszedł czas, aby Prawda została wywrócona na lewą stronę i przedstawiana jako kłamstwo. Większość uzna Słowo za dzieło oparte na fikcji – na kłamstwie. Jednak Boże Prawa są trudne do zignorowania, tak więc kiedy ci, którzy prowadzą wasze narody, będą wezwani, by odpowiedzieli za swoje niegodziwe działania, będą twierdzili, że Słowo Boże jest niedoskonałe i przestarzałe.

Przebiegłość diabła oznacza, że dla zapewnienia akceptacji dla swojej nikczemności, należy uznać wszystkie działania i czyny moralne za nieludzkie i przeciwne wolności obywatelskiej. Ale ci, którzy są pobłogosławieni Darem Ducha Świętego nadal będą w stanie odróżniać dobro od zła. Od czasów Noego nigdy dotąd świat nie został objęty takim oszustwem. Nigdy wcześniej człowiek nie grzeszył tak jak teraz. I podobnie było za czasów Noego, obsesja człowieka na swoim punkcie zaszła tak daleko, że uwierzył on, iż ma władzę nad własnym losem, tak wielki jest jego narcyzm.

Grzech dzisiaj jest przyjmowany z rozkoszą i promowany jako prawo obywatelskie i dlatego oczekuje się od was, byście go szanowali. Jeśli nie okażecie szacunku wobec grzesznych czynów, wówczas może okazać się, że będziecie winni przestępstwa. Waszym przestępstwem będzie to, że będziecie podtrzymywali Słowo Boże, a za to każą wam cierpieć.

Jak łatwo człowiek daje się zwieść globalnemu planowi pozbycia się jakiejkolwiek formy winy za grzeszne czyny, które są wpisywane w prawa waszych narodów. Wszystkie te rzeczy zostały przepowiedziane i wkrótce żadne niesprawiedliwe działanie, w tym morderstwo, eutanazja i aborcja nie będą uznawane za złe. Nadejdzie czas, kiedy ludobójstwo na wielką skalę pociągnie za sobą wprowadzenie przepisów, które zostaną tak przygotowane, aby dopuszczalne było legalne zabijanie ludzi dotkniętych niepełnosprawnością i innymi przewlekłymi chorobami.”(…)

28.12.2014, 18:30 – CHROŃCIE MOJE SŁOWO. MÓWCIE O MOIM SŁOWIE

(…)”Człowiek przytacza wszystkie wymówki, kiedy odbiera życie drugiemu, ale żadna z nich nie zostanie uznana za właściwa, w żadnych okolicznościach. To odnosi się do egzekucji, grzechu aborcji i eutanazji. Usiądźcie teraz wy wszyscy i zapamiętajcie, że będziecie sądzeni z wielką surowością, jeżeli złamiecie to jedno z najświętszych Przykazań Mojego Ojca, Nie zabijaj. Zapamiętajcie, że jest tylko jeden Bóg i tylko On może decydować, kiedy życie może być zabrane. Złamiecie to przykazanie z pełną świadomością, a będziecie cierpieć męki piekielne na wieki.”(…) 

15.07.2011, 17:30 – EGZEKUCJE, EUTANAZJA, ABORCJA I SAMOBÓJSTWA

Czemu każesz mi patrzeć na nieprawość i na zło spoglądasz bezczynnie?

Iluż z nas może dziś te słowa proroka Habakuka odnieść do siebie?! Musimy patrzeć na takie nieprawości, jak np. ta w Bydgoszczy. Profanacja Chrystusa została uczyniona przy cichej akceptacji (katolickiego?) rządu…(250 tys.). Straszne! Dzisiaj z ambon ileż spadło słów z okazji dnia papieskiego, ale niestety nie słów Jana Pawła II !!! Ileż bredni – i to przeciwnych dokładnie dzisiejszemu Słowu Bożemu! Bo dzisiejsze Słowo Boże zwraca uwagę na niszczony dziś w świadomości wiernych atrybut Boga, jakim jest Sprawiedliwość. A niszczy się go rzekomym miłosierdziem. Ale takiego miłosierdzia nie ma ani w biblii, ani u s. Faustyny. Miłosierdzie spadające z ambon to jakiś lajtowy fałsz. Bo jeden atrybut Boga nie może zaprzeczać drugiemu. Bez sprawiedliwości po co potrzebne komu miłosierdzie? I tak będziemy zbawieni i tak jakoś to będzie i tak będzie dobrze….. I tak Pan Bóg wybaczy (w domyśle nawet to, czego dopuszczono się w Bydgoszczy – czy Episkopat oprotestował chociaż to świętokradztwo???). Ale właściwie to Pan Bóg nie ma co i komu wybaczać, bo nikt właściwie nie zgrzeszył, bo grzechu chyba nie ma…? Jest ewentualnie jakaś słabość ludzka?…

Dość tych bredni, bo można zachorować i to na wieczność, bo piekło naprawdę istnieje. I przyjdzie – mam nadzieję niedługo – dzień, kiedy nie będziemy już musieli patrzeć na nieprawość : „a jeśli się opóźnia, ty go oczekuj, bo w krótkim czasie przyjdzie niezawodnie. Oto zginie ten, co jest ducha nieprawego, a sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności

„(…)Zło rodzi zło. To, co czynicie innym, to samo zostanie wam uczynione. Moja Sprawiedliwość jest nieodłączna i chociaż Moje Miłosierdzie jest obfite, należy się bać Mojej Kary, kiedy spada ona na niewdzięcznych i nikczemnych ludzi.

Nie krzywdzę żadnego człowieka, takie działanie nie pochodzi ode Mnie. Ale kiedy zło jest wyrządzane dzieciom Boga i gdy szerzy się nikczemność, wyleję Moją Sprawiedliwość i niech nikt nie będzie miał żadnych wątpliwości, że te czasy właśnie nastają.(…)” paruzja.info/…/1626-18-08-2014…

Biblia Tysiąclecia – bezprawie w Kościele?

Chodzi oczywiście nie o Biblię, ale o jej przekład. Na Soborze Trydenckim wyraźnie określono (i nikt tego nie zmienił), że Wulgata jest przekładem urzędowym Biblii. Jest oczywiste, że czymś wspaniale ubogacającym i pozwalającym lepiej zrozumieć kontekst kulturowy i historyczny są badania egzegetów, a nawet próby ich tłumaczeń z języków oryginalnych, z pominięciem łacińskiego pośrednika (Wulgaty). O ile to wszystko służyłoby tylko badaniom i pogłębieniu Słowa Bożego wówczas byłoby dobre i usprawiedliwione. Ale jeśli tymi przekładami wyparto całkowicie urzędowe (czyli absolutnie obowiązujące w Kościele) tłumaczenie Biblii, tym samym dopuszczono się swoistej profanacji na Słowie Bożym. Czy Duch św. mógł pobłogosławić przekłady powstające wbrew posłuszeństwu Kościołowi?! 3009-hieronim_4.jpgTakim nadużyciem wypiera się także całkowicie pracę jednego z największych Ojców i Doktorów Kościoła, św. Hieronima, który przetłumaczył całe Pismo Św. właśnie na język łaciński (czyli oficjalny język Kościoła) i tłumaczenie to weszło do Świętej Tradycji Kościoła jako fundament wszystkich przekładów na języki ojczyste. I czyż można w takim razie tak lekceważyć i sprzeciwiać się Świętej Tradycji Kościoła?! Właściwie odrzucono urzędowy fundament Kościoła! Co prawda dobre ponad 400 lat temu została przetłumaczona Biblia z Wulgaty na język polski (Biblia Wujka) – jednak wiadomo, że jest to język już zbyt przestarzały i w wielu wypadkach niezrozumiały. Szkoda, że nie doczekaliśmy się przekładu współczesnego takiego jak powinien być, czyli z Wulgaty. Okazuje się w takim razie, że Polacy do tej pory nie mają prawdziwego tłumaczenia Biblii (z Wulgaty, zachowując św. Tradycję Kościoła). Co za wstyd! Nie znaczy to, że w takim razie mamy nie czytać Pisma św. – mamy czytać to, które jest (bo nie mamy innego wyjścia), ale zachowując czujność, gdy coś nas niepokoi i wydaje się dziwne (i czasami sięgać do Wulgaty).

A teraz praktyka.

Nieprzypadkowo mówi się, że Biblia Tysiąclecia to „Biblia Tysiąca błędów” (oczywiście chodzi o tłumaczenie). Naprawdę jest tam pełno błędów, niby niuansów, które jednak nie raz w sposób istotny sugerują inne znaczenie i inną interpretację nawet niektórych fragmentów serca Pisma św., czyli Ewangelii. Podam kilka przykładów.

Mt 24,28  Biblia Tysiąclecia: „Gdzie jest padlina, tam się i sępy zgromadzą.” / Biblia Wujka: „Gdziebykolwiek było ciało, tam się i orłowie zgromadzą.”

Można zajrzeć sobie samemu do przekładu łacińskiego. W tym fragmencie użyte jest porównanie, że tam gdzie jest ciało, tam się gromadzą orłowie – czyli tam, gdzie będzie Chrystus (Jego Ciało), tam przy Nim zgromadzą się Jego uczniowie, Jego orlątka. I dla mnie to porównanie jest zrozumiałe i jasne jak słońce. Ale jak się Słowo Boże tak przekręca i używa negatywnego porównania do padliny i sępów, to chyba jest coś nie tak? Czyli co? Chrystus to padlina, a Jego wyznawcy to sępy???!!!

Mt 6,25  „Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać.”

W językach oryginalnych jest podobno inaczej: „nie martwcie się” I pokrywa się to także z Wulgatą (solliciti=martwić się). Zmienia to zupełnie znaczenie. Bo troszczyć się mam, wiąże się to np. z cnotą roztropności. Ale martwić się nam nie wolno, bo to zakłada już smutek, brak zaufania Bogu, brak nadziei, wiary.

Biada beztroskim na Syjonie!

W tytule fragment z proroka Amosa (z czytań dzisiejszej niedzieli). Zwykle nie zwraca się uwagi, wobec kogo wypowiedział prorok to „biada”. Syjon to starotestamentalna figura Kościoła. Już wiemy, że to „biada” nie tyle odnosi się (wbrew potocznemu rozumieniu) do bogatych pogan, ludzi spoza Kościoła np. ludzi biznesu, pop-kultury, czy po prostu bogaczy żyjących z dala od Kościoła. Nie. Proroctwo Amosa odnosi się do ludzi związanych z Kościołem, a także do tych, którzy też są w Kościele, ale jakby nieco błądzą (np. protestanci, czy po prostu ludzie potocznie mający co nieco na pieńku z Nauką Kościoła, czy jakieś „lewe” ruchy jak np. neokatechumenat) – symbolem, figurą tych ostatnich jest góra Samarii. Generalnie jest to proroctwo skierowane do ludzi Kościoła. Czyli do nas?! Oczywiście. Zarówno ten „biadoliczny” fragment z Amosa jak i przypowieść Pana Jezusa o bogaczu i Łazarzu należą do takich kawałków Słowa Bożego, które powszechnie uważa się, że mnie (nas) nie dotyczą! Nawet myślimy tak bez złej woli (to bardzo się narzuca) – że przecież nie jestem burżujem, który całe dnie spędza przy stole z kolegami, nie chodzę na dyskoteki w piątki wieczór, nie włóczę się po restauracjach – mało tego, jakoś tam wspieram materialnie biednych, czy aktywnie włączam się w różne materialne dzieła pomocy najuboższym. A jednak prorok Amos nie napisał (przede wszystkim) tego proroctwa do tych burżujów, czy lekkoduchów z dyskotek.

rich-man-and-lazarus.jpgA do kogo nasz Pan skierował dzisiejszą przypowieść? No do kogo? Do faryzeuszów. Zaraz, zaraz, proszę nas nie obrażać – nie jesteśmy faryzeuszami. A właśnie, że jesteśmy. Jesteśmy współczesnymi faryzeuszami, czyli ludźmi gorliwie związanymi z Kościołem, wiarą katolicką – i to jest dobre, i 2 tysiące lat temu to było dobre. Pan Jezus nie krytykował faryzeuszów za to, kim są w istocie – bo to było dobre, ale za obłudę i faktyczne sprzeniewierzanie się misji , do której byli powołani, jako ważny filar podtrzymujący jedyną wówczas prawdziwą religię na świecie. Tak samo teraz – to dobrze, że jesteśmy współczesnymi faryzeuszami, czyli filarkami misji Kościoła (czy to duchowni czy świeccy). Bardzo dobrze. Ale niestety powtarza się historia sprzed 20 wieków. Teraz też przerażająco wielka część współczesnych gorliwców katolickich żyje antywiarą, obłudą, coraz częściej przyjmuje się współcześnie drążące Kościół od środka herezje – już nie wierzy się praktycznie w czyściec, piekło (słyszałem już gorliwego katolika, który codziennie przystępuje do Komunii św., jak mówił, że Pan Bóg nie jest tak okrutny by skazywać na takie sprawy…), nie uznaje się w praktyce (w teorii jeszcze tak) 10 przykazań Bożych np. usprawiedliwia się wśród wierzących nawet rozwody, oszczerstwa, przepędzanie rodziców – staruszków z bogatych i sterylnych domów współczesnych chrześcijan. Wszystko to czynione jest iście po faryzejsku, w białych rękawiczkach, że niby te złe czyny są dla dobra ich ofiar! Straszne!

No dobrze, ale jak się ma to wszystko do tego suto zastawionego stołu bogacza i ciągłej zabawy? Nie ma się??? A jak żyje współczesna katolicka rodzina? W przeważającej części dobrze sytuowana materialnie – własny, piękny dom, samochód, wycieczki weekendowe, wakacje, częste spotkanka z przyjaciółmi -prawdziwe imprezy, wystawne jedzenie (co, nieprawda???…nawet mówi się, aby usprawiedliwić takie beztroskie życie, że Pan Bóg dał nam to życie abyśmy się nim cieszyli – jest to wbrew Ewangelii!). No, ale żeby nas było na to wszystko stać to potrzebne są pieniądze. I właściwie praca zawodowa tylko do tego się sprowadza, aby zbić kasę, by na te wszystkie wygody materialne było nas stać (mówi się, że żadna praca nie hańbi – uważam, że każda hańbi, jeśli jest tylko dla kasy potrzebnej na luksusy). Chrześcijanie nie powinni przecież podążać za kasą, za luksusami, za tym, żeby dobrze urządzić się na tym świecie, ale… „Ty, o człowiecze Boży, podążaj za sprawiedliwością, pobożnością, wiarą, miłością, wytrwałością, łagodnością. Walcz w dobrych zawodach o wiarę, zdobądź życie wieczne„(1 Tm 6,11)

Nie ma już czasu na modlitwę (nie żartujcie – kwadrans dziennie, czy nawet szybka Msza św. to naprawdę za mało). A przecież najwięcej dobra wobec współczesnych Łazarzów możemy czynić najpierw przez modlitwę, przez post (wiem, trudne to słowo) czy inne ofiary – np. przez przypominanie bliskim i dalszym żywej Ewangelii. Jednak wiedzę duchową (symbolem tej wiedzy jest suto zastawiony stół bogacza z przypowieści) zostawiamy sobie samym i nam podobnym kolegom. Mamy w nosie innych – to ich problem, że nie umieją „pójść do kościółka”…. Nie modlimy się często nawet za swoją własną duszę nieśmiertelną, a co dopiero za innych!  I tak jesteśmy współczesnymi bogaczami z dzisiejszej przypowieści, zajętymi sobą i swoimi sprawami: „troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne„(Mt 13,22). A przecież bogactwo i duchowe i materialne dał nam Pan Bóg nieprzypadkowo, aby nim służyć Łazarzom!

Więc sami wybierajmy, jak chcemy żyć. Czy jak „grono hulaków” z ks. Amosa, żyjące dla przyjemności tego świata i nieprzejmujące się „upadkiem domu Józefa” (czyli upadkiem Kościoła atakowanego przez wrogów; apostazja, herezje, rujnowanie sakramentów św., podważanie Słowa Bożego)? Obudźmy się i zacznijmy żyć jak prawdziwi chrześcijanie – bądźmy „solą ziemi i światłem świata”.